Powalczmy o modlitwę

To już koniec! Tak zapewne myśleli trzej przyjaciele, którzy usłyszeli, że za chwilę zostaną wrzuceni do rozpalonego pieca. Za co? Za to, że nie chcieli zaprzeć się Boga.

Co się stało? Księga Daniela mówi, że im nic się nie stało! Ogień płonął, a oni stali nietknięci.

Mnie dotyka jednak nie tylko to, że nic im się nie stało, ale to, że potrafili się wtedy modlić. Nie skupili się na swoim problemie, ale na Bogu.

Tak często brakuje mi (może i Tobie) takiej postawy. Przychodzi trudność, próba, coś co wręcz może mnie nawet zabić i zaczynam się modlić, ale tak jakbym się nie modlił. Niby rozmawiam z Nim, ale tak naprawdę, to nie skupiam się na tym, że „dla Boga nie ma nic niemożliwego”, ale na swoim problemie. I tak naprawdę z niego robię bożka, a obok stoi prawdziwy Bóg, który umie i chce pomóc.

Pamiętasz, co robił Jezus w Ogrodzie Oliwnym na chwilę przed Męka? Modlił się. Ale jest pewien szczegół, który możemy pominąć. Biblia mówi, że On JESZCZE USILNIEJ SIĘ MODLIŁ, gdy Jego pot stał się jak krew.

Zbyt często, gdy jest nam ciężko rezygnujemy z modlitwy. A On? A Azariasz z dzisiejszego czytania? Nie uciekają od modlitwy. I nie jest to automatycznie odmówiony „paciorek”, ale prawdziwe spotkanie, w którym skupiają się na Ojcu.

Na pewno masz wiele spraw, które nie dają Ci spokoju. Zapewne większość z nich dotyczy ludzi, z którymi żyjesz na co dzień.

Powalczmy dzisiaj o modlitwę, która będzie spotkaniem z Nim i skupieniem się na Nim. On jest większy od Twojego problemu!

Dobrego dnia 🙂 +

Podobne wpisy: