Po co jest religia? (Mt 23,1-12)

Jezus przemówił do tłumów i do swych uczniów tymi słowami: 
„Na katedrze Mojżesza zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze. Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią. Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą. Wszystkie swe uczynki spełniają w tym celu, żeby się ludziom pokazać. Rozszerzają swoje filakterie i wydłużają frędzle u płaszczów. Lubią zaszczytne miejsce na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach. Chcą, by ich pozdrawiano na rynkach i żeby ludzie nazywali ich Rabbi.
Otóż wy nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy braćmi jesteście. Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w niebie. Nie chciejcie również, żeby was nazywano mistrzami, bo jeden jest tylko wasz Mistrz, Chrystus.
Największy z was niech będzie waszym sługą. Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony”. (Mt 23,1-12)

Zastanawiałeś/aś się kiedyś, co znaczy słowo „religia”?  Cyceron uważał, że pochodzi ono od łacińskiego relegere/religere, co można przetłumaczyć jako „rozważać gruntownie, na nowo odczytywać”. Natomiast św. Augustyn wyprowadzał je od innego łacińskiego słowa religare – „wiązać”.

W dzisiejszej Ewangelii Jezus mówi do faryzeuszów m.in. takie słowa: „Mówią bowiem, ale sami nie czynią. Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą”. Właśnie one staną się podstawą tego rozważania.

Z wymienionych wyżej definicji religii najbliższa mi jest opcja, za którą opowiedział się święty biskup Hippony, mianowicie, że jest ona czymś, co wiąże człowieka. Ale sądzę, że to związanie możemy rozumieć na dwa odmienne sposoby.

Z jednej strony religia może stać się związaniem przede wszystkim z przepisami i to ich przestrzeganie stanie się dla nas najważniejsze – tak było z faryzeuszami. Mimo szczerych chęci służenia Bogu i dbania o czystość wiary stali się przede wszystkim stróżami zakazów i nakazów. Wyspecjalizowali się w tropieniu nawet najmniejszych niedociągnięć i piętnowaniu tych, którzy według nich  rozmiękczali wiarę. Jak bardzo pogubili się w swojej religijności, obnażył dopiero Jezus, za co został znienawidzony i skazany na śmierć. Według nich był On wywrotowcem, mącicielem, Tym, który niszczy to, co święte. Ich sposób patrzenia na religię sprawił, że stała się ona ciężarem nie do uniesienia.  Zamiast dodawać skrzydeł i być motorem napędowym zmieniania świata na lepsze, powodowała, że ludzie grzęźli w gąszczu przeróżnych (nieraz bardzo absurdalnych) norm. Faryzeusze nie chcieli nawet słyszeć o jakimkolwiek złagodzeniu rygoru. Według mnie dla nich religia stała się związaniem z przepisami, a nie Bogiem.

Co więcej, słowa Jezusa z dzisiejszej Ewangelii pokazują, że nieraz ich rygoryzm i stanie na straży Prawa sprowadzał się jedynie do tego, aby odpowiednimi przepisami bombardować innych, ale samemu nie wcielać w ich życie. Z pewnością dlatego nieraz słyszeli z ust Rabbiego, że są hipokrytami i obłudnikami.

Z drugiej strony religia może (i z pewnością powinna) wiązać nas z Bogiem. Taką propozycję osobowej relacji przynosi Jezus. Najpierw należy skupić się na poznaniu Twórcy zasad i reguł, a potem zagłębiać się w ich treść i wdrażać je sukcesywnie w życie. Bo jak inaczej można zaakceptować i realizować w codzienności tak radykalne przykazania, jak chociażby miłość tych, którzy nas krzywdzą czy nadstawianie drugiego policzka? Jak w dzisiejszych czasach, w których relatywizm moralny jest tak szeroko propagowany, młodzi ludzie mają uznać, że mieszkanie przed ślubem jest grzechem, skoro wielu nigdy nie spotkało na swojej drodze żywego Boga, a jedynie setki (irracjonalnych i przestarzałych według nich) przepisów?

Jeśli nauczanie Kościoła zaczyna nas denerwować i szukamy najmniejszych pretekstów, aby je podważyć, zdyskredytować i zwolnić się z niego, warto zastanowić się, czy znamy Tego, do którego wiara ma nas prowadzić?

Wiem, że można się pogubić w rygoryzmie, ponieważ przez wiele lat żyłem w poczuciu, że im lepiej będę wypełniał przepisy i normy, tym bardziej zasłużę na Bożą łaskę, uwagę a nawet miłość. Wtedy jeszcze tego nie wiedziałem, ale dzisiaj mam świadomość, że było to myślenie stricte faryzejskie. Tak jak oni, myślałem, że od poziomu mojej doskonałości i podejmowanych przeze mnie działań zależy jakość kontaktu z Bogiem.

Fundamentem wiary, a co za tym idzie religii, jest relacja z Osobą a nie przepisem. Apostoł Narodów tak pisze do Koryntian: Powszechnie o was wiadomo, żeście listem Chrystusowym dzięki naszemu posługiwaniu, listem napisanym nie atramentem, lecz Duchem Boga żywego; nie na kamiennych tablicach, lecz na żywych tablicach serc. A dzięki Chrystusowi taką ufność w Bogu pokładamy. Nie żebyśmy uważali, że jesteśmy w stanie pomyśleć coś sami z siebie, lecz [wiemy, że] ta możność nasza jest z Boga. On też sprawił, żeśmy mogli stać się sługami Nowego Przymierza, przymierza nie litery, lecz Ducha; litera bowiem zabija, Duch zaś ożywia”. (2Kor 3,3-6).

Czy przepisy są ważne? Oczywiście, że tak! Wiem, że bez nich wkrada się chaos i każdy może robić, co chce, a tak naprawdę nie wiadomo, co jest dobre, a co złe. Wiem, że w Kościele potrzebni są ludzie czuwający nad czystością nauki i chwała im za pracę, którą wykonują. Wiem, że rubryki są konieczne, ale nigdy nie wolno stwierdzić, że są one najważniejsze i że to ich wypełnianie decyduje najbardziej o relacji z Bogiem. Gdyby tak było, Jezus nie uzdrowiłby nikogo w szabat! Gdyby tak było, pierwszym kanonizowanym Kościoła zostałby któryś z faryzeuszów, a nie Dobry Łotr z krzyża, którego na pewno nie można podać za świetlany przykład wierności jakimkolwiek przepisom czy normom życia międzyludzkiego. Skoro został skazany na śmierć krzyżową, musiał mieć za nic prawo boskie i ludzkie, a mimo to w ostatniej chwili poprosił o miłosierdzie i został wysłuchany.

Jeszcze raz powtórzę, że przepisy są ważne i trzeba je szanować, ale jednocześnie tak należy przeżywać swoją wiarę i religijność, aby nigdy w gąszczu przepisów nie zniknął nam z oczu sam Bóg.

Konkret na dzisiaj: poproszę Boga, aby nieustannie ożywiał moją wiarę i dawał mi zrozumienie nauki Kościoła i siły potrzebne do wcielania jej w życie.

Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec i Syn i Duch Święty +

 

Podobne wpisy:

  • Monia

    Ciekawe wyjście od pojęcia religii. Wniosek nasówa się sam.Trzeba się nieustannie nawracać i pytać Jezusa: co by zrobił w danej sytuacji; Jednak Prawo miłosci jest pierwsze i najważniejsze. i to ono powinno być dla nas drogowskazem i lustrem.Podążając myślą św.Augustyna „kochaj i rób, co chcesz”.Przecież na końcu będziemy sądzeni właśnie z Miłości.
    Bóg zapłać.Dobrej niedzieli.

  • Genowefa

    Zasiedli bo uważali, że już nie mają nic do zrobienia, tylko pilnować innych.
    Aby nadać wagę swojej dostojności ubrali się w szaty mające świadczyć o ich doskonałości podkreślające ich osoby
    ale tym samym bardzo oddalili się od przykazań Bożych, o których miały przypominać np. frędzle na obrzeżach płaszcza. One tylko ładne zdobiły lecz uniemożliwiały poruszanie się. A tu trzeba iść, „wyjść na peryferie”.
    Jak w takim stroju poruszać się aby nie pobudzić go, nie zniszczyć, nie zgubić ozdoby?
    Jezus widzi brak związku ich nauki z życiem.
    Wie, że jeżeli nie ruszą się i nie pójdą to nie wejdą w środowisko ludzi i nie stwierdzą ich braków, nie zobaczą ich potrzeb. Nie zaczną im służyć, gdy nie przestaną stać. Muszą również je wypełniać wg tego co zobaczą i odczują.
    Wtedy będą prawidłowo budowane więzi.
    Zintegrowanie Jezusa, siebie i bliźniego. możliwe jest tylko w spotkaniu. Religijność i pobożność.

  • Wojtek N

    Dziękuję za świetne prowadzenie po drogach Ewangelii. Oby ten projekt się rozwijał. Jesteście najlepsi!

  • R TK

    Chrześcijaństwo to religia bliskości z Bogiem. Uczy mnie jak przyjąć Słowo, które działa i przemienia.