SONY DSC

Co robić, gdy jest ciężko? (Łk 9,43b-45)

 

Gdy wszyscy pełni byli podziwu dla wszystkich czynów Jezusa, On powiedział do swoich uczniów: „Weźcie wy sobie dobrze do serca te właśnie słowa: Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi”.

Lecz oni nie rozumieli tego powiedzenia; było ono zakryte przed nimi, tak że go nie pojęli, a bali się zapytać Go o nie. (Łk 9,43b-45)

Co ludzie podziwiali? Czym się zachwycali? Co miał św. Łukasz miał na myśli, pisząc pierwsze słowa z dzisiejszej Ewangelii

Jeśli pamiętasz, wczorajsze rozważanie pochodziło również z 9-ego rozdziału Ewangelii spisanej przez lekarza z Antiochii. Ale zakończyło się ono na wersecie 22, a nie 43, jakby można się było spodziewać, patrząc na sigla dzisiejszego fragmentu. Autorzy lekcjonarza mszalnego postanowili dzień po dniu pokazać dwie zapowiedzi męki Jezusa. Myślę, że taki przyświecał im cel przy tworzeniu zestawu czytań. Oczywiście, moglibyśmy skupić się w tym komentarzu jedynie na wyżej podanym fragmencie, bo niesie ze sobą ważne treści. Ja jednak wyznaję zasadę, że studiowanie Słowa Bożego w szerszym kontekście może przynieść jeszcze więcej korzyści. Co zatem wydarzyło się przed czytaną dzisiaj drugą zapowiedzią męki naszego Pana?

Gdy Piotr wyznał, że Jezus jest Mesjaszem, a On sam zapowiedział, że będzie cierpiał, z Jego ust padły arcyważne słowa, które – w mojej opinii – miały ukształtować myślenie Apostołów na resztę ich życia:

 

«Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa. Bo cóż za korzyść ma człowiek, jeśli cały świat zyska, a siebie zatraci lub szkodę poniesie? Kto się bowiem Mnie i słów moich zawstydzi, tego Syn Człowieczy wstydzić się będzie, gdy przyjdzie w swojej chwale oraz w chwale Ojca i świętych aniołów. Zaprawdę, powiadam wam: Niektórzy z tych, co tu stoją, nie zaznają śmierci, aż ujrzą królestwo Boże». (Łk 9,23b-27)

Następnie dokonało się przemienienie, po którym Jezus zszedłszy z góry uzdrowił chorego na epilepsję chłopca. Dopiero po tych wydarzeniach padają słowa z dzisiejszej Ewangelii.

Gdy świat Apostołów został wstrząśnięty – gdyż tym było uznanie w Jezusie Boga i zapowiedź Jego męki – Mistrz mówi, że ten, kto autentycznie chce za Nim podążać, będzie narażony na takie samo traktowanie jak On. Bycie uczniem Rabbiego nie będzie polegało jedynie na powtarzaniu Jego słów, ale na przejściu tej samej drogi, która prowadzi przez krzyż.

Do pewnego momentu Apostołowie słuchali i podziwiali Jezusa, ale On nie pozostawia im wątpliwości, że chodzi o coś więcej niż tylko zachwyt nad Jego osobą. Droga Mistrza to także droga Jego ucznia.

Słuchając tych trudnych słów o krzyżu, Apostołowie mogli się wystraszyć, ponieważ nie było bardziej haniebnej i bolesnej śmierci w ówczesnym świecie. Krzyż kojarzył się tylko i wyłącznie źle. Nikt nie widział w nim nic pozytywnego. Ci, którzy poszli za Jezusem, zyskali również pewną pozycję społeczną, stali się ważni. A tu nagle – ni stąd ni zowąd – Mistrz mówi im, że sam zostanie ukrzyżowany, a oni mają dobrowolnie wziąć na swoje barki to narzędzie zbrodni. Przecież to absurd! Dobrowolnie stać się nikim? Dobrowolnie zrezygnować z pozycji, którą udało się wypracować? Dobrowolnie zejść ze świecznika? Dobrowolnie dać się opluwać, wyszydzać, biczować, a w końcu zabić?

Taki scenariusz nie wydaje się zachęcający. Dlatego Jezus pokazuje wybranym uczniom – którzy później powtórzą to innym – także drugą stronę medalu, czyli chwałę. Na Taborze dokonuje się przemienienie, w czasie którego Ojciec zapewnia, że Jezus jest Jego Synem. Trzech Apostołów widzi na własne oczy ich Mistrza w chwale i majestacie, rozmawiającego z Mojżeszem i Eliaszem. To wydarzenie ma być dla nich umocnieniem, gdy przyjdą trudne chwile i gdy ich wiara zachwieje się. Powołaniem ucznia Jezusa nie jest cierpienie dla cierpienia, ale chwała Nieba.

Nasze trudności powinniśmy – jako ludzie wierzący – przeżywać w świetle celu, do którego zdążamy. Jeśli stracimy istotę życia wiarą, czyli Niebo, to szybko trudności przerosną i stłamszą nas, a my sami wpadniemy w beznadzieję. Tylko żyjąc w perspektywie życia z Bogiem na wieki, dobrowolne wzięcie krzyża ma sens. Bez tego będzie pustym bólem.

Jak Ty przeżywasz trudności? Czy umiesz połączyć swój krzyż z krzyżem Jezusa? Czy rozumiesz, że cierpienie jest nieodłączną częścią świętości? A może ciągle myślisz, że Bóg ma spełniać każdą Twoją prośbę? Może sądzisz, że uda się uniknąć krzyża? Owszem, można przed nim uciekać, ale czy tym samym nie uciekamy przed Jezusem?

Im dłużej żyję i przyglądam się sobie, a także ludziom, których On stawia na mojej drodze, tym częściej widzę, że chcielibyśmy, żeby słowa o krzyżu nas nie dotyczyły. Chcielibyśmy być uczniami Jezusa triumfującego, mocnego, działającego cuda, a nie pobitego, zelżonego, wyśmianego, zdradzonego, połamanego, oplutego, wzgardzonego.

Wczorajsze pytanie: „Kim jest dla Ciebie Jezus?” wraca i dzisiaj. Powinno wrócić także jutro i pojutrze. Słowo Boże, które rozważamy codziennie razem, ma nam pokazać prawdę o Jezusie, Jego misji i warunkach naśladowania Go. Nie bądźmy ludźmi, którzy biorą z Biblii tylko te fragmenty, które akurat pasują do dzisiejszego samopoczucia. Nie podchodźmy do Pisma Świętego jedynie uczuciami, bo daleko na tym nie zajedziemy. Bierzmy ją w całości i wtedy wyda w naszym życiu właściwe owoce.

Jedenastu Apostołów wzięło sobie słowa Jezusa do serca… Jeden dużo słuchał, ale nie usłyszał. Co zrobisz Ty? Co zrobię ja?

Bóg kocha Cię, ale nie obiecuje braku trudności. Bóg kocha Cię, ale nie obiecuje, że ta miłość nie będzie zapraszała do wyrzeczeń. Bóg kocha Cię i stawia sprawy jasno. Bóg kocha Cię i prosi żebyś naśladował Go we wszystkim, także w cierpieniu.

Konkret na dzisiaj: spójrz na swoje trudności, patrząc na Jezusa ukrzyżowanego.

Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec, Syn i Duch Święty +

 

Photo, Flickr, Common Creative: https://www.flickr.com/photos/asnalhermite/

Podobne wpisy:

  • Genowefa

    Nadzieja jaką daje mi wiara w Jezusa pozwolila mi przetrwać trudne czasy w moim życiu. Jezus pokonał śmierć i szatana. Swiadomość, że jest ponad to dawała i daje mi nadzieję, że utrapienia są przemijające. I tak rzeczywiście jest. W górę serca! Jezus daje życie.