Co robić, żeby się dogadywać (nie tylko w Nowy Rok)? (Łk 2,16-21)

Pasterze pospiesznie udali się do Betlejem i znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę, leżące w żłobie. Gdy Je ujrzeli, opowiedzieli o tym, co im zostało objawione o tym Dziecięciu.

A wszyscy, którzy to słyszeli, dziwili się temu, co im pasterze opowiadali.

Lecz Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu.

A pasterze wrócili, wielbiąc i wysławiając Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli, jak im to było powiedziane.

Gdy nadszedł dzień ósmy i należało obrzezać Dziecię, nadano Mu imię Jezus, którym Je nazwał anioł, zanim się poczęło w łonie Matki. (Łk 2,16-21)

Jak już mówiliśmy niejednokrotnie, pasterze w Izraelu nie mieli zbyt dobrej reputacji. Ze względu na rozliczne obowiązki pasterskie nie byli w stanie w pełni realizować wszystkich przepisów religijnych, co było szeroko krytykowane. Ale wiemy również, że przełożeni świątynni do swoich majątków zaliczali także stada, spośród których wybierano baranki składane jako ofiara w Świątyni Izraelskiej. Rzecz jasna zwierzęta nie biegały beztrosko po pastwiskach, ale zajmowali się nimi pasterze. Być może będzie to nadinterpretacja z mojej strony, ale czy nie jest to ciekawa myśl do rozważenia, że ci, którzy opiekowali się barankami świątynnymi, jako pierwsi spotkali Baranka Bożego?
Dla wielu pasterze byli nikim, ale Bóg nie kategoryzuje swoich dzieci. W tym, że aniołowie zostali posłani do bardzo prostych betlejemskich pasterzy (a może pastuchów?), widać Jego troskę o każdego człowieka.

Ta ewangelia skłania mnie jeszcze do kilku innych przemyśleń, ale podzielę się tylko jednym i nie będzie o Maryi, chociaż Jej uroczystość dzisiaj obchodzimy. Nie wiem, czy już o tym kiedyś pisałem, ale w Izraelu był pewien zwyczaj odnośnie tego, co powinni robić sąsiedzi, gdy na świat przychodził chłopiec. Gdy wiadomo było, że poród nastąpi niebawem, wokół domu przyszłych rodziców zbierali się przyjaciele, sąsiedzi i muzykanci. W chwili oznajmienia radosnej wiadomości o narodzinach, zaczynali oni śpiewać i tańczyć. Maryja i Józef opuścili rodzinny Nazaret, więc ciężko byłoby znaleźć w Betlejem kogoś na tyle bliskiego, aby mógł wypełnić zwyczaj. Ale Pan Bóg i o to się zatroszczył. Zamiast sąsiadów i krewnych radość z narodzin Jezusa celebrują pasterze… i aniołowie. Najprostsi ludzie i najdoskonalsze duchy niebieskie razem cieszą się z przyjścia na świat Zbawiciela. Po raz kolejny widzimy, że dla Boga nie ma większego problemu, aby złączyć rzeczywistości, które diametralnie różnią się.

Tak myślę, że bardzo często możemy prosić Boga, aby wykorzystał tę umiejętność w naszych relacjach. Przecież nieraz bywa tak, że mimo szczerych chęci, nie umiemy się ze sobą w żaden sposób dogadać. Pada dużo słów, ale im jest ich więcej, tym bardziej oddalamy się od siebie. Pasterze i aniołowie cieszący się z narodzin Niemowlęcia nie mają chyba ze sobą nic wspólnego oprócz tego, że razem adorują Dziecko. A może warto spróbować w ten sposób prowadzić nasze relacje, gdy nie umiemy się ze sobą porozumieć i wydaje się, że żyjemy w dwóch różnych światach? Niech złączy nas On. Skoro zrobił to w Betlejem, dlaczego miałoby się to nie udać w XXI wieku? Ważne, aby to On był w centrum, a wtedy się uda. Wierzę w to mocno.

I choć nie pisałem dzisiaj o Maryi, a pewnie powinienem, bo obchodzimy dzisiaj uroczystość ku jej czci, to wydaje mi się, że ona i Józef zrozumieli tę prawdę od samego początku. Siłą Świętej Rodziny było i jest to, że zawsze byli i są razem i w centrum był Jezus.

Konkret na dzisiaj: z kim nie możesz się dogadać i dlaczego? Co was łączy, a co dzieli? Co możesz z tym zrobić, a co przekracza Twoje możliwości? Oddaj to wszystko w czasie modlitwy.

 

Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec i Syn i Duch Święty +

Photo, Flickr, Common Creative: https://www.flickr.com/photos/hamedmasoumi/

Podobne wpisy: