Rodzina, ach rodzina (Mk 3,20-21)

Jezus przyszedł do domu, a tłum znów się zbierał, tak że nawet posilić się nie mogli. Gdy to posłyszeli Jego bliscy, wybrali się, żeby Go powstrzymać. Mówiono bowiem: „Odszedł od zmysłów”. (Mk 3,20-21)

Podobnie jak odnośnie do Osoby Jezusa jedni nie tylko zgadzali się z Jego nauką, ale także poszli zanim, inni zaś występowali przeciwko Niemu. Tak samo przynależność do Jezusa powoduje nie tylko pozytywne, lecz także negatywne konsekwencje. Widzimy, że to także dotyczy własnej rodziny. Krótki passus, ale jak wiele dający do myślenia. Oczywiście nie postrzegajmy ślepoty rodziny na misję Jezusa tylko z punktu widzenia ludzkiej nieadekwatności, a nawet zwykłej złośliwości. Niezrozumienie jest nie tylko wyrazem braku dobrej woli, ale także swoistego wyobrażenia o swoim krewnym, które ogranicza ludzkie rozumienie całości.

Krewni dowiadują się, że wielu ludzi traktuje Jezusa jako szaleńca. W owym czasie honor rodzinny był największą wartością. Trudno mówić, że to rodzina wydawała taki sąd, który naprawdę godził w ich własny honor. Oni chcąc ratować reputację rodziny oraz by powstrzymać rozszerzanie się złej opinii pragną przerwać Jego działalność. Dla narratora nie jest ważne, jaka jest przyczyna rzucania kalumnii. On uzmysławia czytelnikom, że działalność Jezusa sprzyja powstawaniu skrajnych opinii o Nim, których nie można przypisać żadnej konkretnej grupie.

Już jako dwunastoletni chłopiec, Jezus uzmysławia Maryi i Józefowi na czym polega Jego misja. Krótkie zdanie: czy nie wiedzieliście, że muszę być w tym, co należy do mojego Ojca? (Łk 2,49) odzwierciedla z innej perspektywy i w innej sytuacji to konieczne napięcie między roszczeniem ziemskiej rodziny do człowieka Jezusa i do misji Syna Bożego. Możemy spojrzeć wyłącznie z punktu widzenia psychologii na Jezusa i rozumieć Jego zachowanie jako outsidera, czy człowieka pozostającego na uboczu społeczeństwa, który nie angażuje się bezpośrednio w bieżące sprawy. Nie zrozumiemy jednak istotnego chrystologicznego podłoża konfliktu.

Opozycja wobec Jezusa posunie się aż do tego, że oskarżą Go kumoterstwo z szatanem. To oświadczenie bluźniercze, które świadczy o nikczemności, że nikt nie może oczekiwać na ofiarowane przez Boga miłosierdzie. Niektórzy demonizują działalność uzdrawiania dokonywaną przez Jezusa. Dotykamy zatem kontekstu chrystologicznego, ale także grzechu przeciwko Duchowi Świętemu. Kto demonizuje fakt, że Jezus mocą Bożą uzdrawia winien jest nieodwracalnego, a zatem niewybaczalnego przestępstwa.

Nauczyciel nie może liczyć na wsparcie najbliższych, a nawet więcej, doświadcza prób zaniechania swojej działalności ze strony najbliższych. Tego samego doświadcza wierzący także dzisiaj. Będą trudności ze strony rodziny i przyjaciół, jeśli utożsamia się całkowicie z Jezusem i poświęca się całkowicie powierzonych mu przez Niego zadań. Bardziej bolesne jest zderzenie z krzywdzącymi sądami o motywacjach powołanego. Droga ucznia Chrystusa jest od samego początku jego drogą krzyżową, jeśli nawet jeszcze nie jest w ten sposób określana.

Konkret na dzisiaj:

Podziękuję w modlitwie za moją rodzinę i poproszę Ducha Świętego o światło odkrywania prawdy o sobie samym, aby mnie uchronił przed pułapką życia tylko dla siebie.

Niech Was błogosławi i strzeże Bóg Wszechmogący: Ojciec i Syn i Duch Święty. Amen

Podobne wpisy:

  • Genowefa

    Nie szukając głębokiego sensu, patrzę na to zdanie „posilić się nie mogli” z punktu widzenia troski gospodyni domowej
    i mamy. Może powiedzenie „odszedł od zmysłów’ oznaczało, że odszedł bo zostawił to co wg bliskich było istotne.
    Może nie chodziło im o narażanie się Jezusa na nieprzyjemności z powodu działalności tylko zmartwił ich tym,
    że jego organizm zgubił równowagę i już nie sygnalizuje odpowiednich potrzeb np. pragnienia czy głodu.
    I może zacząć źle funkcjonować niedożywiony, pozbawiony mechanizmów obronnych, może zachorować.
    Tak samo jak są zaburzenia np. poczucia czasu gdy osoba jest pochłonięta czytaniem interesującej książki,
    to nie odbiera dobrze tego co do niej się mówi bo zajęta jest swoimi myślami „odchodząc” od zmysłu słuchania.
    Jezus „odszedł” zostawiając to co jest nie istotne, bo ważne było przede wszystkim.
    „Odszedł” od naturalnych potrzeb człowieka.
    Jezus rozpoczynając to wielkie dzieło musiał angażować się całym sobą bo tylko On wiedział i rozumiał wolę Ojca
    jaką miał do wypełnienia. W dzień był dla ludzi, a w nocy albo rankiem modlił się bo Boga.
    Był mocno zaangażowany, rozgorączkowany tym co robił, nie mając czasu aby normalnie, spokojnie zjeść.
    Bo widział oczekujących Jego pomocy lub potrzebujących przekonania.