Jestem z Tobą (Mk 1,14-20)

Gdy Jan został uwięziony, przyszedł Jezus do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: „Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”.
Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał Szymona i brata Szymonowego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. Jezus rzekł do nich: „Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi”. I natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim.
Idąc nieco dalej, ujrzał Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, którzy też byli w łodzi i naprawiali sieci. Zaraz ich powołał, a oni zostawili ojca swego, Zebedeusza, razem z najemnikami w łodzi i poszli za Nim. (Mk 1,14-20)

Akcja dzisiejszego fragmentu rozgrywa się w okolicach Jeziora Galilejskiego, choć tak naprawdę św. Marek mówi o Morzu Galilejskim, ponieważ używa słowa θάλασσα (thalassa). Myślę, że warto w tym miejscu powiedzieć o innych nazwach tego akwenu, wokół którego rozgrywa się wiele scen zapisanych na kartach Ewangelii, żeby uniknąć późniejszych wątpliwości, o czym dokładnie mówi słowo Boże. Otóż Jezioro Galilejskie nazywane jest także Jeziorem Tyberiadzkim –  od nazwy miasta Tyberiady albo Morzem Genezaret od hebrajskich słów:  ים כנרת  Jam Kinneret, co można przetłumaczyć jako Morze Harfy, ponieważ z lotu ptaka swoim kształtem przypomina ten instrument. Chociaż jest nazywane morzem, to tak naprawdę nim nie jest, bo jest jeziorem przepływowym. Jednak dla starożytnych jego rozmiary i znaczenie dla życia były tak ważne, że nie wzbraniali się przed nazywaniem go  w ten sposób. W. M. Thomson tak je opisuje: „Widziane z pewnej wysokości, z jednego z otaczających je wzgórz, przedstawia się jako piękna tafla wody, jak połyskujące zwierciadło obramowane łagodnymi pagórkami lub poszarpanymi wierzchołkami gór, które ciągną się aż do miejsca, gdzie Góra Hermon wznosi się ku niebu”.

Życie pierwszych uczniów, których powołał Jezus „kręciło się” wokół Jeziora Galilejskiego. Wokół niego znajdowało się dziesięć gęsto (jak na tamte czasy) zaludnionych miast. Zachowały się opisy mówiące, że chcący przeprawić się na drugą stronę Flawiusz bez problemu zorganizował aż 240 łodzi. Widzimy zatem, że miejsce, o którym mówi nam dzisiejsze słowo, było pełne ludzi. Z całą pewnością nie było tam cicho i spokojnie, ponieważ pracujący na tym akwenie rybacy wiedzieli, że od ilości i jakości połowów zależy ich życie. A gdy człowiek (zwłaszcza Bliskiego Wschodu) w coś się angażuje, staje się nieraz bardzo głośny i ekspresyjny.

Ewangelia, którą daje dzisiaj Kościół, chce nam przypomnieć ważną prawdę. Mianowicie tę, że Jezus wybierając uczniów, wszedł w ich codzienność. Nie czekał aż przyjdą na modlitwę do synagogi, gdy będą umyci, pachnący i gotowi do oddania czci Bogu. Ale przyszedł do nich w czasie ich codziennych zajęć. Na pewno byli spoceni, zmęczeni, skupieni na tym, żeby jak najlepiej wykonać swoją pracę i złapać sporo ryb, które potem będzie można sprzedać.

To dla mnie zdumiewające, zachęcające i pocieszające, jak bardzo Boga interesuje nasze codzienne życie. Nieraz możemy o tym zapominać w natłoku różnych zajęć, ale dzisiejsze słowo przypomina nam, że On chce być częścią naszej szarej, nieraz monotonnej codzienności. Nie chce, żebyśmy ograniczali naszą relację z Nim jedynie do murów kościoła czy też osobistej modlitwy w domu albo na spotkaniu grupy lub wspólnoty modlitewnej. Oczywiście, są to bardzo ważne momenty, ale chodzi mi o to, że nasza wiara ma być życiem w ciągłej bliskości z Nim bez względu na to, gdzie jesteśmy, co robimy i jak się czujemy.

Być może warto postanowić sobie, że będę starał się myśleć o Bogu także wtedy, gdy jestem pochłonięty typowymi dla mnie zajęciami. Spróbuj pomyśleć o Nim w czasie gotowania, prasowania, uczenia się albo innych, w czasie wydawania leków w aptece, w czasie biegania po firmie, w czasie układania bukietów, w czasie sprzątania, w czasie malowania mieszkania, w czasie czekania w kolejce, w czasie grania na jakimś instrumencie albo śpiewania, w czasie spacerowania po galerii handlowej itd.

Bóg nie chce być dodatkiem do naszego życia, ale chce być Jego istotną częścią.

Konkret na dzisiaj: zobaczę Boga w tym, co teraz robię.

Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec i Syn i Duch Święty +

 

Podobne wpisy:

  • Monia

    Bóg zapłać. To prawda, gdy skupiamy się na pracy, ciężko nasze myśli choć na sekunde skierować ku Bogu, by oderwać się od rutyny.A przecież to Jemu na” końcu dnia” ofiarujemy nasz codzienny wysiłek, różnorodne zmagania, sukcesy, itd. Można wpaść w tą pułapke, że życie życiem, a Pan Bóg jest w kościele, w kaplicy, w tabernakulum. I tak sami szufladkujemy Boga zamykając Go na otaczającą rzeczywistość, czynimy z Niego „bożka, z innej planety, obcego”;a przecież to Bóg stworzył świat i jest jego Panem.Jest wszechobecny i jest Bogiem Żywym!I jest pośród nas. Jest naszym Ojcem a my Jego dziećmi.
    Błogosławionej Niedzieli dla wszystkich!

  • Genowefa

    Uczestniczyć w życiu Jezusa to też zobaczyć Jego obecność w swoim.