Rytuał (Łk 11,37-41)

Pewien faryzeusz zaprosił Jezusa do siebie na obiad. Poszedł więc i zajął miejsce za stołem. Lecz faryzeusz, widząc to, wyraził zdziwienie, że nie obmył wpierw rąk przed posiłkiem.
Na to rzekł Pan do niego: „Właśnie wy, faryzeusze, dbacie o czystość zewnętrznej strony kielicha i misy, a wasze wnętrze pełne jest zdzierstwa i niegodziwości. Nierozumni! Czyż Stwórca zewnętrznej strony nie uczynił także wnętrza? Raczej dajcie to, co jest wewnątrz, na jałmużnę, a zaraz wszystko będzie dla was czyste”. (Łk 11,37-41)

Choć Jezusa nazywano „żarłokiem i pijakiem, przyjacielem celników i grzeszników”(Mt 11,19), to nie tylko z nimi siadał do stołu. Chętnie przyjmował zaproszenia także od faryzeuszów, bo choć mieli się za doskonałych, to w oczach Rabbiego oni również potrzebowali Jego pomocy. Widzimy to w dzisiejszej Ewangelii.

 

Ale po kolei. Co spowodowało tak wielkie zdziwienie nieznanego nam z imienia gospodarza? Stało się tak, ponieważ Jezus nie obmył rąk przed posiłkiem. Jak już kiedyś pisałem nie była to czynność jedynie higieniczna, ale miała swoje głębokie zakorzenienie teologiczne. Aby lepiej zrozumieć ten rytuał przywołam teraz jego szczegółowy opis znaleziony w jednym z komentarzy: „Prawo nakazywało, aby przed jedzeniem człowiek umył ręce w szczególny sposób, a także mył je między kolejnymi daniami. Należało dopilnować każdego szczegółu. W wielkich naczyniach kamiennych zawsze trzymano wodę przeznaczoną do tego celu, ponieważ zwykła woda mogła być nieczysta. Ilość wody do umycia rąk powinna być równa objętości półtorej skorupy jajka. Wodę należało lać na ręce od strony palców ku przegubom. Dłonie rąk należało otrzeć o siebie. Potem wodę znowu należało lać na ręce, ale w odwrotnym kierunku – od przegubów ku palcom. Ominięcie najmniejszego przepisu w tym zakresie było uważane przez faryzeusza za grzech”.  

 

Nieco skomplikowane prawda? Ale to była codzienność faryzeuszów. Każdy zewnętrzny detal religijności miał być dopilnowany w najmniejszym stopniu. Jakże wielkie musiało być zdziwienie gospodarza Jezusa, który zamiast pokornie udać się do naczynia i wypełnić rytuał, skierował do niego, a przez niego do wszystkich faryzeuszów, bardzo gorzkie słowa: „Właśnie wy, faryzeusze, dbacie o czystość zewnętrznej strony kielicha i misy, a wasze wnętrze pełne jest zdzierstwa i niegodziwości. Nierozumni! Czyż Stwórca zewnętrznej strony nie uczynił także wnętrza? Raczej dajcie to, co jest wewnątrz, na jałmużnę, a zaraz wszystko będzie dla was czyste”.

 

Napisałem w pierwszym akapicie, że i faryzeusze potrzebowali pomocy Jezusa. Tyle razy już mówiliśmy o tym na „Słowo Daję”, że ich największym błędem było skupienie się na zewnętrznym rycie i jednoczesne zaniedbanie wnętrza. Tyle razy sam Wam o tym pisałem. A ile razy słyszałem o tym? Chyba nie zliczę… I co z tego do tej pory wyniknęło? 

 

Być może uznamy, że Jezus się powtarza. Być może stwierdzimy, że ciągle wałkuje ten sam temat, że to, co na zewnątrz ma zgadzać się z tym, co w środku. Być może tak będzie… Ale czy nie lepiej pokornie skłonić głowę i przyznać Mu rację? 

 

Nie wierzę, że wszyscy faryzeusze byli cynicznymi funkcjonariuszami kultu, którym zależało jedynie na tym, żeby ich dobrze postrzegano. Po prostu nie wierzę. Ale czytając ten i inne fragmenty Ewangelii, w których Jezus nie szczędzi im cierpkich słów, widzę, że ich religijność zamiast zbliżać ich do Boga, to ich oddalała.

 

Boję się, że ze mną będzie podobnie. Boję się zamartwiania o to czy już dzisiaj był brewiarz, medytacja, różaniec, koronka, litania, zawierzenie Matce Bożej, tylko dlatego, że tak wypada, bo jestem księdzem. Naprawdę boję się tego, że w ogromie zdań wypowiadanych do Boga, tak naprawdę nie zamienię z Nim ani jednego słowa.

 

Konkret na dzisiaj: Zastanowię się czy moje praktykowanie wiary zbliża mnie do Boga? Co mogę powiedzieć o moich codziennych rytuałach? Dlaczego je wykonuję?

 

Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec i Syn i Duch Święty +

 

Podobne wpisy: