Sługa i przyjaciel (Łk 17,7-10)

Jezus powiedział: «Kto z was, mając sługę, który orze lub pasie, powie mu, gdy on wróci z pola: „Pójdź zaraz i siądź do stołu”? Czy nie powie mu raczej: „Przygotuj mi wieczerzę, przepasz się i usługuj mi, aż zjem i napiję się, a potem ty będziesz jadł i pił”? Czy okazuje wdzięczność słudze za to, że wykonał to, co mu polecono? Tak i wy, gdy uczynicie wszystko, co wam polecono, mówcie: „Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać”». (Łk 17,7-10)

Właściwie po co nam ta dzisiejsza Ewangelia? Czy nie mamy dość zmartwień i problemów dnia codziennego, żeby jeszcze Jezus dołował nas tym, jacy jesteśmy bezużyteczni? Czy nie powinien nas raczej dopingować do osiągnięcia wyższych rzeczy?

Powinien i robi to. Chrystus mówi dzisiaj o tym, jak postępuje się ze sługą. Może nie było to oczywiste dla osób, które Go słuchały, bo przecież pierwsi Jego uczniowie wywodzili się z niższych warstw społecznych. Ani rybacy ani cieśle nie mogli sobie pozwolić na posiadanie sług. Może jedynie Mateusz jako poborca podatkowy był w stanie utrzymać niewolnika albo służącego. Ale niektórzy spośród Izraelitów byli sługami lub nawet niewolnikami u swych pobratymców. Niektórzy podejmowali się pracy zarobkowej u Rzymian.

To jest oczywiste, że sługa jest po to, by wykonywał zadania zlecone mu przez jego pana. Są to zadania najczęściej drobne albo bardzo uciążliwe, których nie chce wykonywać osoba posiadająca służbę. A ponieważ słudzy mają za zadanie słuchać swojego pana, bez żadnego sprzeciwu i niezadowolenia powinni spełniać zlecenia oraz nie oczekiwać nic w zamian. Nawet podziękowania!

Jeżeli jesteś tylko niewolnikiem Chrystusa, to nie oczekuj w zamian nic więcej, powtarzaj tylko: „jestem bezużyteczny, ponieważ tylko wypełniam to, co muszę!”.

Ale gdy myślę o swojej relacji do Boga, przychodzi mi na myśl krótka przypowieść, którą możemy znaleźć sześć rozdziałów wcześniej:

Dalej mówił do nich: «Ktoś z was, mając przyjaciela, pójdzie do niego o północy i powie mu: „Przyjacielu, użycz mi trzy chleby, bo mój przyjaciel przyszedł do mnie z drogi, a nie mam, co mu podać”.Lecz tamten odpowie z wewnątrz: „Nie naprzykrzaj mi się! Drzwi są już zamknięte i moje dzieci leżą ze mną w łóżku. Nie mogę wstać i dać tobie”.Mówię wam: Chociażby nie wstał i nie dał z tego powodu, że jest jego przyjacielem, to z powodu jego natręctwa wstanie i da mu, ile potrzebuje.(Łk 11,5-8)

Od razu widoczna jest różnica w podejściu do człowieka: inaczej traktuje się sługę lub niewolnika, a inaczej – przyjaciela. Dzisiejsza Ewangelia jest właśnie wezwaniem do czegoś więcej. Zamiast tylko pozostawać sługą wypełniającym polecenia, bądź przyjacielem, bądź zawsze blisko, bądź nieustannie gotów do zamienienia chociaż kilku słów. Niech ta myśl stanie się punktem wyjścia do rachunku sumienia: czy pozostaję na poziomie sługi i zadowala mnie wypełnianie minimalnych wymagań do pozostawania chrześcijaninem? A może staram się o relację przyjaźni?

Konkret na dziś: czy postępuję jak przyjaciel Chrystusa? Co mogę zrobić, by wyraźne było, że On jest dla mnie przyjacielem?

Błogosławieństwo od ks. Krystiana: niech cię błogosławi Bóg Wszechmogący, Ojciec i Syn i Duch Święty +

Podobne wpisy: