To smutne, że głupcy są tak pewni siebie, a ludzie mądrzy tak pełni wątpliwości (Mt 11,2-11)

Cytat z nagłówka pochodzi od Bertranda Russell’a

Gdy Jan usłyszał w więzieniu o czynach Chrystusa, posłał swoich uczniów z zapytaniem: „Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?”. Jezus im odpowiedział: „Idźcie i oznajmijcie Janowi to, co słyszycie i na co patrzycie: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię. A błogosławiony jest ten, kto we Mnie nie zwątpi”.

Gdy oni odchodzili, Jezus zaczął mówić do tłumów o Janie: „Coście wyszli oglądać na pustyni? Trzcinę kołyszącą się na wietrze? Ale coście wyszli zobaczyć? Człowieka w miękkie szaty ubranego? Oto w domach królewskich są ci, którzy miękkie szaty noszą. Po coście więc wyszli? Proroka zobaczyć? Tak, powiadam wam, nawet więcej niż proroka. On jest tym, o którym napisano: Oto Ja posyłam mego wysłańca przed Tobą, aby Ci przygotował drogę. Zaprawdę powiadam wam: Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela. Lecz najmniejszy w królestwie niebieskim większy jest niż on”. (Mt 11,2-11)

Wielu musiało panicznie bać się tego faceta. Zawsze mówił, co myślał, nie stosował półśrodków i nie rozmywał Bożej nauki. Był ostry jak brzytwa. Patrząc na jego postawę pod kątem zdolności dyplomatycznych czy – bardzo modnej w naszych czasach – poprawności politycznej, wypadłby bardzo marnie, żeby nie powiedzieć tragicznie. Nie wiedział, co to kompromis. Grzech nazywał grzechem, bez bawienia się w koloryzowanie rzeczywistości.
Nieważne, czy mówił do prostych ludzi czy do monarchów. Zawsze „walił prawdę między oczy”.

O kim mowa? Oczywiście o św. Janie Chrzcicielu. Był radykalny aż do szpiku kości, zawsze wierny Bogu i swojemu powołaniu przygotowania drogi dla Mesjasza. Zapewne różnie go nazywano. Jedni mieli go za świętego, następcę proroków, ale byli też i tacy, którzy oceniali jego postawę zgoła odmiennie. Jedna z inwektyw została nawet zapisana w Biblii: «Zły duch go opętał» (Mt 11,18b).

Życie Jana – jak doskonale wiemy – kończy się męczeństwem. Dlaczego tak się stało? Ponieważ do końca nie zrezygnował z mówienia prawdy i dlatego został ścięty. Pamiętamy też na czyj rozkaz tak się stało – Heroda Antypasa, syna Heroda Wielkiego, którego kojarzymy z rzezią niewiniątek w Betlejem. Ważne jest, żebyśmy wiedzieli, że Ewangelie mówią o dwóch różnych Herodach.

Co przede wszystkim napiętnował Jan w życiu Heroda Antypasa? Pozwól, że streszczę tę historię.

Któregoś razu syn jednego z największych budowniczych w historii Izraela, czyli Heroda Wielkiego, udał się do Rzymu, aby odwiedzić swojego brata. Tam „wpadła mu w oko” jego żona. Romans rozwinął się do tego stopnia, że Antypas zabrał Herodiadę do Palestyny. Po powrocie do ojczyzny pozbył się prawowitej małżonki, po czym poślubił żonę brata. Wydaje mi się, że nikt przy zdrowych zmysłach i uformowanym kręgosłupie moralnym, nie pochwali takiego postępowania.

W starożytności – podobnie jak dzisiaj – publiczne napiętnowanie złego, niemoralnego postępowania kogoś sprawującego władzę, może skończyć się tragicznie dla upominającego. Jan doskonale o tym wiedział, ale sumienie nie pozwalało mu milczeć. Dlatego trafił do więzienia.

Pomyśl, co musiał czuć człowiek, który niemal całe życie przebywał na pustyni, wolny jak ptak. Jan był jej synem, a ona na całe wieki zapamięta jego głos wzywający do nawrócenia. Teraz musiał uczyć się żyć w zamknięciu w twierdzy zwanej Macheront. Wiedział też, że jego życie niedługo dobiegnie końca, ponieważ konkubina Heroda, Herodiada, chciała się go pozbyć za wszelką cenę. Dlatego z jego ust pada pytanie: „Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?” Czy możemy być nim zdziwieni? Zapewne znajdą się tacy, których te słowa wprawią w zdumienie, przecież w Ewangelii Jana czytamy:

Nazajutrz zobaczył Jezusa, nadchodzącego ku niemu, i rzekł: «Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata. To jest Ten, o którym powiedziałem: Po mnie przyjdzie Mąż, który mnie przewyższył godnością, gdyż był wcześniej ode mnie. Ja Go przedtem nie znałem, ale przyszedłem chrzcić wodą w tym celu, aby On się objawił Izraelowi». Jan dał takie świadectwo: «Ujrzałem Ducha, który jak gołębica zstępował z nieba i spoczął na Nim. Ja Go przedtem nie znałem, ale Ten, który mnie posłał, abym chrzcił wodą, powiedział do mnie: „Ten, nad którym ujrzysz Ducha zstępującego i spoczywającego nad Nim, jest Tym, który chrzci Duchem Świętym”. Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym». (J 1,29-34)

Czyżby wtedy się pomylił? Czy został zwiedziony przez Jezusa, tak jak mówiło o Nim wielu? Czy zmarnował życie na wzywanie do nawrócenia i przygotowywanie drogi komuś innemu? Czy za to ma oddać życie?

Nie, Jan nie pomylił się i dobrze wskazał wyczekiwanego Mesjasza w osobie Jezusa z Nazaretu, ale pamiętajmy, że syn Elżbiety i Zachariasza był takim samym człowiekiem jak my. Również on doświadczał pokus i trudności w wierze. Jego także mogły dopaść wątpliwości w obliczu cierpienia. Wiedząc, że jego życie zbliża się do kresu, chciał otrzymać jasną odpowiedź, bo nie mógł sobie pozwolić na luksus niepewności. Ale pytanie, które skierował do Rabbiego, posłużyło także jego uczniom, ponieważ oni później pójdą za Jezusem. Dowodem na to, że Jeszua ben Josef jest oczekiwanym Pomazańcem, były nie tylko Jego słowa, ale przede wszystkim czyny. Myślę, że wiedząc o tym, Jan mógł spokojnie złożyć swoje życie w ręce Boga.

Czego uczy mnie to słowo?

Ta i kilka poprzednich Ewangelii pokazują mi, że każdy człowiek może i powinien przychodzić do Boga z pytaniami, które go nurtują. Ale to wymaga pokory i założenia, że mogę otrzymać odpowiedź inną niż ta, której oczekuję i która „pasuje mi”. Pytanie Boga powinno łączyć się zawsze z gotowością zmiany życia, bo mogę usłyszeć słowa zachęcające do nawrócenia. Jezus, potwierdzając swoje bóstwo, zwrócił uwagę przede wszystkim na czyny, których dokonywał.

Słowo, które daje nam Bóg, zachęca nas do działania. Nasz Pan nie jest stateczny, ale dynamiczny. Ciągle coś robi, gdzieś idzie, z kimś się spotyka. Nie siedzi w miejscu, ponieważ wychodzi nam naprzeciw. Jeśli ja poznaję Go szczerze i pozwalam, żeby zmieniał moje myślenie (bo tym jest nawrócenie), to za tym automatycznie idą czyny. Bóg wiele mówi, ale Jego mówienie jest równoznaczne z działaniem. Biblia pokazuje to jednoznacznie. Przypomnij sobie chociażby, jak stwarzał świat? Wypowiadał słowo, a ono od razu stawało się rzeczywistością. Gdy Bóg mówi, zawsze dzieje się coś.

 

Tak słowo, które wychodzi z ust moich, 

nie wraca do Mnie bezowocne, 

zanim wpierw nie dokona tego, co chciałem, 

i nie spełni pomyślnie swego posłannictwa. (Iz 55,11)

 

Gdy z wiarą i pokorą bierzesz do ręki Biblię i pozwalasz Bogu mówić, ZAWSZE dzieje się w Twoim życiu coś pięknego. Pięknego nie znaczy przyjemnego z naszego, ludzkiego punktu widzenia, ale z perspektywy Nieba i zbawienia. Bierz to słowo jak najczęściej. Niech ono stanie się dla Ciebie pokarmem.

Konkret na dzisiaj: zrób konkretne postanowienie na dzisiaj w oparciu o słowo Boże i zrealizuj je.

Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec i Syn i Duch Święty +

 

Photo, Flickr, Common Creative: https://www.flickr.com/photos/ramsesoriginal/

Podobne wpisy:

  • Agnieszka

    Masz rację w tym, co piszesz. Często boję się pytać. Od jakiegoś czasu chodzi za mną myśl o podjęciu pracy z kierownikiem, albo przynajmniej o zbadaniu terenu za takim człowiekiem, który pomoże w jakiś sposób iść za Panem w sposób przeznaczony dla mnie. Ale właśnie boję się. …. Różne myśli do głowy przychodzą. Także dziękuję za Słowo bo coraz bardziej się determinuję w stronę spotkania. Z Bogiem!

    • krystian

      Z tym zadawaniem pytań to zawsze cieżka sprawa.
      Nie dość że trzeba odwagi by je zadać, to nigdy nie wiadomo jaką odpowiedź usłyszymy………

  • krystian

    Dziwny jest ten nasz Jezus.Najpierw mówi: „Niech mowa wasza będzie: tak, tak, nie, nie.” A sam najczęściej udziela skomplikowanych odpowiedzi.
    Tak jak dzisiaj.
    Ale nie tylko.
    Czy płacić Cezarowi podatki?
    Czy mamy ją ukamieniować?
    Czy wolno uzdrawiać w szabat?

    Tylko raz mówi „tak”.
    W momencie gdy chce , by wyrok śmierci już zapadł i się dłużej nie przeciągał.
    „Tak. Ja jestem królem”.

    Zawiła lub ukryta odpowiedzi jest po to by zastanowić się nad odpowiedzią.Gdy dostajem odpowiedzi tak lub nie, to wtedy nie czujemy potrzeby by się nad czymś dalej zastanawiać.A Jezus chce byśmy sami zaczeli szukać odpowiedzi na pewne pytania.Pytania które stawiamy sobie na pewnych etapach swojego życia.

    Takie pytanie zadał sobie Jan w więzieniu.Pewnie czuł że śmierć jest blisko? Może miał nadzieję że Jezus przyjdzie i uratuje go przed śmiercią? Przecież był Jego kuzynem?

    Błędne ludzkie myślenie.My też tak się zachowujem: „Panie Boże, dobrze z Tobą żyję więc proszę Cię załatw to oraz tamto.”

    Jezus nie przyszedł na świat po to by załatwić kuzynowi wolność, a nam po znajomosci zdrowe i długie życie.Bo przecież Panie Boże,tak ładnie się do Ciebie modlę.I znamy się już tyle lat….

    On przyszedł by załatwić wszystkim życie wieczne.I nie zrobił tego po znajomości, tylko dla swojej rodziny, czy swojego narodu.

    Boże daj mi rozsądek bym nie liczył na załatwienie czegoś u Ciebie „po znajomosci”.Powinienem prosić jak każdy inny i ustawić się w długiej kolejce proszących………

  • Genowefa

    Jan Chrzciciel chcąc uwiarygodnić Jezusa i upewnić swoich uczniów żeby się pozbyli wątpliwości
    i nie wachali co zrobić w zaistnialej sytuacji, kieruje ich do Jezusa aby wprost z Jego ust mogli usłyszeć odpowiedź.
    Bardzo właściwe postępowanie bo pośrednik mógłby coś przekręcić, dodać albo wykorzystać ich niewiedzę w swoim celu. Poprzez bezpośredniość od razu na miejscu byli przekonani do Jezusa. Wszystkie wątpliwości zostały całkowicie rozwiane przez samego Mistrza. Rozmowa dała korzystne rozwiązanie dla wszystkich.

    Jan wie że może spokojnie ich zostawić temu Nauczycielowi.
    Prosty człowiek nie bawi się w zawiłe rozwiązania (tzw. dyplomację), na jego szczęście nie umie.

    ps. teraz widzę, że uporządkowanie tekstu daje przejrzystość i dziękuję za sugestię.

  • krystian

    Dziś poniedziałek więc brak komentarza ks.Krystiana do Ewangeli.Tylko że my potrzebujemy słowa Bożego jak śniadania.
    Nie musi to być czasochłonne śniadanie z jajkiem, tostem i kawą z ekspresu ciśnieniowego.
    Wystarczy sucha piętka chleba zagryziona czymkolwiek z lodówki.

    Dwa, trzy słowa krótkiej refleksji niech będą dla nas jak kubek kawy bez cukru pity w biegu z samego rana.

  • krystian

    Jezus dziś robi dziwną rzecz.Pokazuje kapłanom że nie tylko oni mają prawo zabierać głos w sprawach wiary.
    Dobrze że mamy na urzędzie papieża Franciszka.On wie że kościół to jest zgromadzenie wiernych,a nie instytucja z regułami,zakazami, zaleceniami, instrukcjami i innymi przepisami.

    Wczoraj zapalono trzecią świeczkę na wieńcu adwentowym.
    Pan coraz bliżej…..
    A ja ciągle nie mam adwentowego postanowienia.Boję się że znowu nie dam rady wytrwać. A wtedy zostaje tylko smutek że taki słaby jestem i taję rady wytrwać nawet w małej rzeczy……