Stań się aniołem! (Łk 11, 47-54)

Jezus powiedział do faryzeuszów i do uczonych w Prawie:
«Biada wam, ponieważ budujecie grobowce prorokom, a wasi ojcowie ich zamordowali. A tak jesteście świadkami i przytakujecie uczynkom waszych ojców; gdyż oni ich pomordowali, a wy im wznosicie grobowce.
Dlatego też powiedziała Mądrość Boża: Poślę do nich proroków i apostołów, a z nich niektórych zabiją i prześladować będą. Tak na tym plemieniu będzie pomszczona krew wszystkich proroków, która została przelana od stworzenia świata, od krwi Abla aż do krwi Zachariasza, który zginął między ołtarzem a przybytkiem. Tak, mówię wam, na tym plemieniu będzie pomszczona.
Biada wam, uczonym w Prawie, bo wzięliście klucze poznania; samiście nie weszli, a przeszkodziliście tym, którzy wejść chcieli».
Gdy wyszedł stamtąd, uczeni w Piśmie i faryzeusze poczęli gwałtownie nastawać na Niego i wypytywać Go o wiele rzeczy. Czyhali przy tym, żeby Go podchwycić na jakimś słowie. (Łk 11,47-54)

W swoim życiu miałem okazje dwa razy być na Przystanku Jezus. Jest to akcja ewangelizacyjna, na którą przyjeżdżają księża, siostry zakonne i osoby świeckie, aby odbyć rekolekcje i wyjść z Dobrą Nowiną do tych wszystkich,  którzy przyjeżdżają na Przystanek Woodstock. Pewnego razu na Przystanek Jezus przyjechała młoda dziewczyna, bardzo energiczna i gorliwa ewangelizatorka. Po rekolekcjach wszyscy wyszli na pola Woodstockowe, aby rozmawiać z przybyłymi na koncerty ludźmi. Okazało się, że ta dziewczyna ma niesamowitą „siłę rażenia”. Gdy tylko wyszła, zaraz kogoś przyprowadzała na Przystanek Jezus, na modlitwę, rozmowę lub spowiedź. Dosłownie „siała spustoszenie” wśród Woodstokowiczów. W pewnym momencie przyprowadziła do bpa Edwarda Dajczaka chłopaka mówiąc: „No to teraz porozmawiaj sobie z księdzem”. Chłopak okolczykowany, z tatuażami nie budził sympatii.  Biskup po krótkiej chwili pyta: „Jak to się stało, że się tutaj znalazłeś? Co ona ci powiedziała”? Chłopak zaczyna opowiadać: „Widzi ksiądz, ja zauważyłem ją już na samym początku jak tu przyszliście. Strasznie mnie denerwowało to, że wszyscy dają się wciągnąć w to, co mówi i postanowiłem sobie w sercu, że jak tylko nadarzy się okazja, to podejdę do niej i zaserwuję jej taką wiązankę słowną, że odechce się jej tego biegania po Woodstocku. Obserwuje jeden dzień, drugi, trzeci. Ona ciągle kogoś przyprowadza. W końcu nie wytrzymałem podchodzę do niej i mówię: Ty, skąd ty to masz? Co to jest?

I proszę księdza, kiedy ona na mnie spojrzała, to było coś niesamowitego. Na mnie nikt tak nie patrzył. Na mnie ludzie patrzą jak na coś wstrętnego, a w jej wzroku była jakaś dobroć, była jakaś akceptacja mnie, jakaś troska o mnie. Ja nie mogłem wytrzymać. Ona powiedziała tylko kilka słów: Od Jezusa chodź i sam zobacz. Proszę księdza ja miałem wrażenie jakbym spotkał anioła. Ja nie mogłem tu nie przyjść. Ja musiałem sam się przekonać i dla tego tu jestem przed księdzem”.

Są ludzie wokół nas jak anioły, po spotkaniu z którymi czujemy radość, pokój, wytchnienie, którzy nas inspirują do pięknych rzeczy, a czasami są dla nas wyrzutem sumienia, bo mówią nam, że trzeba się zmienić i zerwać ze złem. Tak było od zawsze. Pan Bóg posyłał swoich proroków, potem apostołów, ludzi od których biło niezwykłe światło i zapalał się płomień nadziei. Ci ludzie chodzili po tym świecie, ale myślami byli już Tam, gdzie ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, co Bóg przygotował dla tych, którzy go miłują (1 Kor 2,9). Jednak byli też tacy, którym nie podobała się ich misja. Zakorzenieni w tym świecie i wpatrzeni w czubek własnego nosa, próbowali powstrzymać ludzi Boga w ich misji. Cierpienie, odrzucenie, tułaczka i wiele innych odczuć towarzyszyło prorokom i apostołom. Jednak mimo tego wszystkiego, jakby wprost proporcjonalnie  do przeżywanych trudów, rosła w nich świętość, a jej blask promieniował na wszystkich spotykanych ludzi.

Po śmierci Matki Teresy z Kalkuty odnaleziono jej duchowe zapiski. Okazało się, że święta przez prawie pół wieku odczuwała duchową pustkę i tęsknotę za Bogiem. Miała wrażenie, że Bóg zupełnie ją opuścił, jakby Go nie było. Co innego natomiast odczuwali ludzie, którzy spotkali osobiście Matkę Teresę. Czasami wystarczyło kilka zdań zamienionych z nią, aby chcieli zmieniać swoje życie. Mieli wrażenie jakby spotkali anioła.

Codzienna walka o świętość, zmaganie z grzechem, przebaczenie, zwrócenie się do kogoś, kogo nie lubimy z sympatią, opłaca się. Bo zaczynamy promieniować na innych jak prorocy i apostołowie, jak współczesne anioły. Otoczenie wokół nas powoli i systematycznie zaczyna zmieniać się i w powietrzu czuć zapach świętości.

Konkret na dzisiaj: Stań się dzisiaj aniołem! Człowiekiem, po spotkaniu, z który inni będą czuć, radość, pokój, nadzieję na lepszy czas, na lepsze życie. Zarażaj swoją dobrocią wszystkich, których napotkasz.

Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący Ojciec i Syn i Duch Święty +

 

Ks. Andrzej Wąsek

 

Podobne wpisy:

  • Genowefa

    Wtedy kiedy jestem dobra i uczciwa, jest we mnie Jezus i jest za mną tj. staje po mojej stronie (obstaje za mną).
    Pomaga mi wydobyć ukryte dobro w drugim i zwycięża.
    Usłyszałam takie mądre zdanie w reklamie: „na drodze kieruj uwagę na tych, z którymi ją dzielisz”.
    Nie idę/jadę sama. Mam wzgląd na innych użytkowników dbając o bezpieczeństwo w ruchu.
    A jednocześnie dzielę ich uwagę. Oni również zwracają swoją uwagę na mnie.

    Nasz Chrystus.