Stare myślenie nowego człowieka (Mt 18,1-5.10)

W tym czasie uczniowie przystąpili do Jezusa z zapytaniem: Kto właściwie jest największy w królestwie niebieskim?
On przywołał dziecko, postawił je przed nimi i rzekł:
Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Kto się więc uniży jak to dziecko, ten jest największy w królestwie niebieskim. I kto by przyjął jedno takie dziecko w imię moje, Mnie przyjmuje.
Strzeżcie się, żebyście nie gardzili żadnym z tych małych; albowiem powiadam wam: Aniołowie ich w niebie wpatrują się zawsze w oblicze Ojca mojego, który jest w niebie. (Mt 18,1-5.10)

Oj, musiał mieć Jezus wiele cierpliwości do swoich apostołów. Dlaczego? Zauważ, że fragment, który dzisiaj rozważamy pochodzi z 18-ego rozdziału Ewangelii wg św. Mateusza. Całe dzieło liczy 27 rozdziałów, więc – mówiąc obrazowo – przeszliśmy już 2/3 drogi z Jezusem. Mimo tak dużego dystansu, wielu wysłuchanych słów, uczestniczenia w licznych cudach, apostołowie wciąż myślą o Królestwie Bożym w ludzkich kategoriach. Skąd to wiem? Spójrz na pytanie, które zadają Jezusowi dzisiaj: Kto właściwie jest największy w królestwie niebieskim?”.

Mimo, że każdy dzień spędzali z Nim i dawali Mu się formować, wciąż odzywał się w nich „stary człowiek”, który wszystko mierzy ziemskimi kategoriami. Czy możemy mieć o to do nich pretensje? Być może tak, ale ja ich nie mam. Jestem księdzem od siedmiu lat. Przez sześć lat przygotowywałem się do święceń. Chwilę po pierwszej Komunii świętej wstąpiłem w szeregi ministrantów. Czyli w sumie od prawie 24 lat jestem uczniem Jezusa. Czy tak długa znajomość sprawiła, że do wszystkiego co przeżywam i wartościuję przykładam logikę Królestwa Bożego? Czy jestem wolny od myślenia w kategoriach „Kto jest lepszy, a kto gorszy”? Ze wstydem przyznaję, że nie. Chciałbym, żeby tak było, ale niestety tak nie jest.

Apostołowie byli przy Jezusie tylko i aż przez trzy lata i nie powinniśmy oczekiwać, że po kilkunastu czy kilkudziesięciu miesiącach wszystkie ich wady i małostkowość znikną jak rosa o poranku. Dlatego na wstępie napisałem, że Jezus musiał mieć do nich wiele cierpliwości, ponieważ raz po raz pokazywali, że mimo przebytej drogi, jeszcze nie dotarli do celu.

Ich droga jest naszą drogą. W ich porażkach możemy odnaleźć siebie. Ich małostkowość, to nieraz odbicie nas samych. Z pewnością dowiadywanie się, że ciągle jest się niedojrzałym, nie jest przyjemnie.  Ale jest też druga strona medalu. Jezus nie wścieka się na nich, że zadają takie pytanie, ale stawia na formację. Dlatego pokazuje im dziecko. Dorośli nieraz denerwują się na dzieci, że czegoś nie rozumieją, że trzeba im wiele razy powtarzać wydawałoby się oczywiste sprawy. Ale w relacji do Boga my zawsze będziemy takimi – nomen omen – malcami, którzy przepadliby, gdyby On nie był tak bardzo cierpliwy.

Konkret na dzisiaj: podziękuję Bogu za cierpliwość do mnie.

Niech Cię Bóg błogosławi +

 

Podobne wpisy: