Tego nikt Ci nie zabierze (Łk 12,8-12)

„Kto się przyzna do Mnie wobec ludzi, przyzna się i Syn Człowieczy do niego wobec aniołów Bożych; a kto się Mnie wyprze wobec ludzi, tego wyprę się i Ja wobec aniołów Bożych.

Każdemu, kto mówi jakieś słowo przeciw Synowi Człowieczemu, będzie przebaczone, lecz temu, kto bluźni przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie przebaczone. Kiedy was ciągnąć będą do synagog, urzędów i władz, nie martwcie się, w jaki sposób albo czym macie się bronić lub co mówić, bo Duch Święty nauczy was w tej właśnie godzinie, co mówić należy”. (Łk 12,8-12)

Gdy słucham, bądź czytam o różnych kaznodziejach, siostrach zakonnych czy osobach świeckich, to bardzo często ich historie przypominają mi o tym, że skuteczność ewangelizowania jest związana z osobistym świadectwem głoszącego. Czy jest to prawda? Oczywiście, że tak! O tym między innymi mówi dzisiejsza Ewangelia.

Dla wielu w czasach apostolskich Dobra Nowina, która była niesiona przez wysłanników Jezusa po Zmartwychwstaniu i Zesłaniu Ducha Świętego, była jedynie jedną z wielu propozycji na życie. Dosyć często zdarzali się tacy, którzy traktowali głoszone przez nich orędzie jako kolejną doktrynę filozoficzną. Tym, co miało decydujący wpływ na tak szybkie rozszerzanie się chrześcijaństwa w pierwszych wiekach, było osobiste świadectwo głoszących. Ich słowa szły w parze z czynami. Tak jak wtedy, tak i dzisiaj skuteczność ewangelizacji jest uzależniona od tego, czy głoszący żyje tym, co mówi. Pamiętajmy, że Apostołowie świadomie szli do ludzi, którzy mieli już poukładany sposób myślenia, wierzenia, zachowań, moralności. Gdy stawali przed nimi uczniowie Zmartwychwstałego, wielokrotnie zachęcali ich do radykalnej zmiany niemal wszystkich aspektów życia. Idąc ze świadomością tego, czego będą wymagać od spotkanych ludzi, Apostołowie wiedzieli, że sami muszą być w stu procentach przekonani o prawdzie głoszonej przez siebie nauki. Gdyby tak nie było, to Kościół nie rozrósłby się do znanych nam dzisiaj rozmiarów. Dzięki ich osobistemu doświadczeniu spotkania z Panem, wiara mogła rozlewać się na kolejne osoby.

Tym, czego potrzebuje dzisiaj świat i o co prosi nas Jezus, jest osobiste świadectwo wiary. Możemy i powinniśmy głosić słowem, ale jeśli ma to być tylko mówienie dla mówienia, to lepiej nie ruszajmy się z domu. Jeśli ja nie wierzę w to, co mówię, to choćbym był najlepszym retorem, prędzej czy później prawda ujrzy światło dzienne i stanę się przedmiotem kpin, a nie ewangelizatorem. Jeśli zależy nam na tym, żeby inni poznali Jezusa, to musimy mieć świadomość, że jesteśmy Jego uczniami w każdej chwili naszego życia. W domu, kościele, szkole, pracy, na imprezie, na wakacjach, w kinie etc. Wiara, która jest osobistą relacją z Osobą, powinna przenikać każdą rzeczywistość naszego życia. Jeśli tak będzie, to nie będziemy obawiali się tego, co ludzie powiedzą, bo wolę Bożą postawimy ponad ludzkie oceny.

Nie możemy spać spokojnie, patrząc na to, jak wielu chrześcijan (może i naszych bliskich) żyje tak, jakby Boga nie było. Co z tego, że ja dużo modlę się i wiem sporo o Bogu, jeśli nie chcę przyprowadzić innych do Jezusa? Co z tego, że spędzam sporo czasu w kościele, jeśli nie podejmę chociażby próby przekazania innym mojego największego skarbu, czyli wiary?

Jesteśmy powołani do ewangelizowania bez względu na to, czy nosimy sutannę, habit czy garnitur albo garsonkę. Jezus prosi nas dzisiaj, żebyśmy innym powiedzieli o Nim. O tym, co zrobił w Wielki Piątek na Golgocie i o tym, że pokonał śmierć wychodząc z grobu w poranek Zmartwychwstania. Jeśli pozwolimy, żeby strach i ludzkie opinie wzięły nad nami górę, wielu ludzi nigdy nie znajdzie nadziei, którą niesie ze sobą wiara. Choćbyśmy przez całe życie pomogli jednemu człowiekowi odnaleźć Jezusa, to już będzie wielki sukces.

Myślę, że widzisz wokół siebie tych, którzy tak naprawdę nie wiedzą, kim jest Bóg. Może nawet praktykują wiarę, ale nie są zżyci z Bogiem. Daj im to, co sam otrzymałeś. Nie dajmy wmówić sobie, że nic nie osiągniemy. Pamiętajmy, że On jest wierny swojemu Słowu i będzie nas wspomagał. Gdy podejmiemy decyzję, że chcemy innych ewangelizować, to sami szybko zdziwimy się, jak wiele jest w nas ukrytych talentów oraz jak Bóg podpowiada co i kiedy robić. On nie wysyła nas na samotną misję, na której będziemy zdani sami na siebie. On idzie z nami, ramię w ramię. Głosząc z tą świadomością, że niosę innym swój największy skarb, nie załamiemy się w obliczu porażek. Bo nawet jeśli ludzie nas odrzucą, to i tak nie zabiorą nam Jego. Myślę, że jest to fundament, na którym warto budować.

Konkret na dzisiaj: pomyśl, komu z Twoich bliskich, znajomych możesz pomóc nawiązać relację z Bogiem i zrób to!

Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec, Syn i Duch Święty +

 

Photo, Flickr, Common Creative https://www.flickr.com/photos/kristalberg/

Podobne wpisy: