Czasem trzeba zaryć głową w ziemię, żeby nauczyć się pokory (Dz 12,24-13,5a)

Słowo Pańskie rozszerzało się i rosło. Barnaba i Szaweł, wypełniwszy swoje zadania, powrócili z Jerozolimy zabierając ze sobą Jana, zwanego Markiem. 
W Antiochii, w tamtejszym Kościele, byli prorokami i nauczycielami : Barnaba i Szymon zwany Niger, Lucjusz Cyrenejczyk i Manaen, który wychowywał się razem z Herodem tetrarchą, i Szaweł.
Gdy odprawiali publiczne nabożeństwo i pościli, rzekł Duch Święty: „Wyznaczcie mi już Barnabę i Szawła do dzieła, do którego ich powołałem”. Wtedy po poście i modlitwie oraz po włożeniu na nich rąk, wyprawili ich.
A oni wysłani przez Ducha Świętego zeszli do Seleucji, a stamtąd odpłynęli na Cypr. Gdy przybyli do Salaminy, głosili słowo Boże w synagogach żydowskich. (Dz 12,24 – 13,5a)

Jedną z najważniejszych rzeczy w medytowaniu Pisma Świętego jest zwracanie uwagi na szczegóły. Oczywiście, całe przesłanie danego fragmentu czy nawet księgi jest bardzo istotne, ale niejednokrotnie zdarza się, że niuanse pozwalają właściwie odczytać i zinterpretować, to co mów nam Bóg. W dzisiejszym pierwszym czytaniu jest kilka takich szczególików, odnoszących się do osoby św. Pawła, które podczas pobieżnej lektury mogły nam umknąć, ale niosą ze sobą niezwykle cenną naukę.

Studiując życie Apostoła Narodów zrozumiałem, jak bardzo ambitnym, wytrwałym, a nieraz i upartym w dążeniu do celu był on człowiekiem. Powierzone zadania chciał wypełnić jak najlepiej, angażując w nie wszystkie swoje dary, talenty i charyzmaty. Myślę, że nie będzie nadużyciem, jeśli powiem, że był szkolnym prymusem, przyzwyczajonym do bycia na pierwszym miejscu.

Piszę o tym dlatego, że w tekście z Dziejów Apostolskich, który – mam nadzieję – został przez Ciebie przeczytany, aż trzykrotnie Szaweł wymieniany jest w towarzystwie innych głoszących. Co ciekawe, zawsze jest wzmiankowany na ostatnim miejscu. W przypadku zestawienia z Barnabą jest to drugie miejsce, więc można przyczepić się do tego, co piszę, i powiedzieć, że druga pozycja nie jest taka zła. Uważam jednak, że św. Łukasz bardzo świadomie w ten sposób prezentuje nam pozycję Szawła po nawróceniu i na początku jego działalności ewangelizacyjnej.

Przyzwyczajony do sukcesów Paweł, po nawróceniu u bram Damaszku od razu zaczął głosić, że Jezus jest oczekiwanym Mesjaszem. Niestety, jego nauczanie nie spotkało się z entuzjazmem, zarówno ze strony Żydów jak i chrześcijan. Jedni mieli go za zdrajcę judaizmu i chcieli go zabić, drudzy bali się go, ponieważ ciągle pamiętali, co stało się ze Szczepanem i że od tamtej chwili rozpoczął się czas prześladowań młodego Kościoła, a sam faryzeusz „ciągle jeszcze siał grozę i dyszał żądzą zabijania uczniów Pańskich”. (Dz 9,1)

Właśnie ze względu na przeciwności, jakie napotkał na swojej drodze nawrócony Paweł, postanowił zawiesić działalność misyjną i wrócić do rodzinnego Tarsu. Ten okres „bezczynności apostolskiej” trwał u niego kilka lat, być może nawet osiem. Dopiero przybycie Barnaby sprawiło, że Apostoł przypomniał sobie o powołaniu, którym został obdarzony przez Jezusa. Wówczas postanowił jeszcze raz rozpocząć głoszenie Dobrej Nowiny i razem z „Synem Pocieszenia” udał się do Antiochii, ale nie jako ktoś wielki i znaczący, ale jeden z wielu.

Myślę, że tych kilka lat w Tarsie, a także stanie się częścią większego zespołu ewangelizatorów, musiało być dla ambitnego i przyzwyczajonego do sukcesów Pawła wielką lekcją pokory.

Jak już wspomniałem wyżej, św. Łukasz w analizowanym przez nas dzisiaj tekście za każdym razem umieszcza Szawła za kimś. W Biblii nie ma przypadków i niepotrzebnych stwierdzeń. Paweł musiał nauczyć się współpracy z innymi w dziele ewangelizacji, a także podporządkowania, aby później głosić z mocą i przewodzić innym.

Czego uczy nas to słowo? Bóg każdego z nas zaprasza do wielkich rzeczy, ale wie także, że trzeba nas nauczyć pokory, bo tym, co najbardziej odciąga nas od Niego, jest pycha (z niej biorą się grzechy) i dlatego dopuszcza na nas porażki i doświadczenie odrzucenia przez ludzi. To niepowodzenia są szkołą mądrości i nieocenioną kopalnią najcenniejszych doświadczeń. Chcemy być najlepsi, chcemy, aby nas chwalono, chcemy, aby stawiano nas za wzór, chcemy być podziwiani. Taka jest nasza egocentryczna, zraniona grzechem natura i każdy mniej czy bardziej pragnie tego, o czym przed chwilą napisałem. Droga pychy to droga OD Boga. Drogo pokory to droga DO Boga.

Czytając Pismo Święte, zarówno Starego jak i Nowego Testamentu widzę, że bardzo często, a może i zawsze, Bóg prowadził swoich przyjaciół przez wiele trudnych chwil. Po co? Aby nauczyli się budować na Nim, a nie na sobie. Im bardziej jesteśmy skoncentrowani na sobie i na naszych możliwościach, zdolnościach, talentach, „zacięciu”, tym mniej On ma do powiedzenia. I trzeba nam niekiedy upaść, aby zapytać się siebie: na kim tak naprawdę buduję swoje życie?

Paweł nauczył się pokory przez wiele upokorzeń i odrzuceń, także ze strony wierzących, ale miał obok siebie Barnabę, który pomógł mu i pokazał, że wierzy w niego.

Konkret na dzisiaj: pomyśl, która porażka nauczyła Cię najwięcej?

Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec i Syn i Duch Święty +

 

Podobne wpisy: