Uciesz się swoją wiarą (J 12,24-26)

Jezus powiedział do swoich uczniów: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity.

Ten, kto miłuje swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne.

A kto by chciał Mi służyć, niech idzie na Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec». (J 12,24-26)

Czy tę Ewangelię trzeba komentować? Jest krótka i posługuje się w pierwszej części zrozumiałymi dla każdego obrazami zaczerpniętymi z podstawowej wiedzy rolniczej lub biologicznej, typowej dla mieszkańca Palestyny na przełomie er. Co prawda, obecnie wiemy, że ziarno de facto nie umiera po wrzuceniu w ziemię, ale wręcz przeciwnie – zaczyna życie. Kolejna część perykopy jest aplikacją prawdy przedstawionej uprzednio w postaci obrazu. A zatem czy trzeba wyjaśniać jeszcze cokolwiek?

Dzisiejsza Ewangelia bardzo mocno podkreśla fakt wewnętrznego nastawienia w podążaniu za Chrystusem. Zestawienie „miłować-nienawidzić” rozpoczyna ten temat. Oczywiście, drugi z tych czasowników nie może być odczytywany jako zachęta do pogardy wobec życia, ponieważ ono jest darem od Boga i trzeba o nie dbać, ale jak ma wyglądać ta „nienawiść” w praktyce?

Właściwe podejście do życia, jak poucza nas ewangelista, wyraża się w podążaniu za Chrystusem. Szczerze i chętnie idąc za Nim, możemy być pewni, że nasze pragnienia zostaną właściwie ukierunkowane. Podstawowym warunkiem jest jednak chęć. Chrystus wyraźnie stwierdza: „kto by CHCIAŁ mi służyć…”.

I tutaj dotykamy jednego z kilku problemów, z jakimi musi zmierzyć się wierzący człowiek w swoim wierzyć. To znaczy, musi on odpowiedzieć sobie na pytanie: „dlaczego wierzę?”. Czy dlatego, że całe życie jakoś tak żyłem, więc nie chcę zmian? Czy dlatego, że ktoś z moich bliskich wywiera na mnie presję („mama mi kazała”)? A może dlatego, że spotkałem Chrystusa i podjąłem samodzielną decyzję, że to wszystko, co otrzymałem na chrzcie, będę rozwijał w swoim życiu?

Jeżeli spotkałeś/spotkałaś Chrystusa i kroczysz za Nim na mocy swojej decyzji, jestem z Ciebie dumny! Ale pamiętaj, żeby nie krytykować tych, którzy mają mniej dojrzałą wiarę. Może dla niektórych z osób chodzących do kościoła przyjście na Eucharystię jest tylko jakimś nawykiem albo narzuconym z zewnątrz obowiązkiem, ale nigdy nie wiadomo, w którym momencie nastąpi przemiana. Może któregoś dnia w czasie kolejnej z „zaliczanych” Mszy, nastąpi w takim człowieku refleksja nad motywacją postępowania. Może nagle do serca trafi mu Słowo Boże? Może zobaczy ciebie zafascynowanego Chrystusem i zada sobie pytanie, o co tu chodzi?

Tylko czy ja fascynuję się Chrystusem? Czy spotkanie z Nim jest dla mnie radością? Czy na Eucharystii jestem skupiony i radosny? Co pomyśleliby o moim chrześcijaństwie ludzie, którzy zobaczyliby mnie w czasie modlitwy lub – może nawet bardziej – w czasie Eucharystii: „co za radość!” czy „co za nuda!”?

Konkret na dziś (i resztę życia): uciesz się swoją wiarą.

Błogosławieństwo od ks. Krystiana: Niech cię błogosławi Bóg Wszechmogący, Ojciec i Syn i Duch Święty +

Podobne wpisy: