„Nie umiera ten, kto trwa w pamięci żywych” (Mt 1,1-18)

Cytat z nagłówka pochodzi od ks. Jana Twardowskiego

Rodowód Jezusa Chrystusa, syna Dawida, syna Abrahama.

Abraham był ojcem Izaaka; Izaak ojcem Jakuba; Jakub ojcem Judy i jego braci; Juda zaś był ojcem Faresa i Zary, których matką była Tamar. Fares był ojcem Ezrona; Ezron ojcem Arama; Aram ojcem Aminadaba; Aminadab ojcem Naassona; Naasson ojcem Salomona; Salomon ojcem Booza, a matką była Rachab. Booz był ojcem Obeda, a matką była Rut. Obed był ojcem Jessego, a Jesse był ojcem króla Dawida.

Dawid był ojcem Salomona, a matką była dawna żona Uriasza. Salomon był ojcem Roboama; Roboam ojcem Abiasza; Abiasz ojcem Asy; Asa ojcem Jozafata; Jozafat ojcem Jorama; Joram ojcem Ozjasza; Ozjasz ojcem Joatama; Joatam ojcem Achaza; Achaz ojcem Ezechiasza; Ezechiasz ojcem Manassesa; Manasses ojcem Amosa; Amos ojcem Jozjasza; Jozjasz ojcem Jechoniasza i jego braci w czasie przesiedlenia babilońskiego.

Po przesiedleniu babilońskim Jechoniasz był ojcem Salatiela; Salatiel ojcem Zorobabela; Zorobabel ojcem Abiuda; Abiud ojcem Eliakima; Eliakim ojcem Azora; Azor ojcem Sadoka; Sadok ojcem Achima; Achim ojcem Eliuda; Eliud ojcem Eleazara; Eleazar ojcem Mattana; Mattan ojcem Jakuba; Jakub ojcem Józefa, męża Maryi, z której narodził się Jezus, zwany Chrystusem. Tak więc w całości od Abrahama do Dawida jest czternaście pokoleń; od Dawida do przesiedlenia babilońskiego czternaście pokoleń; od przesiedlenia babilońskiego do Chrystusa czternaście pokoleń. (Mt 1,1-17)

Nuda! Nuda!! Nuda!!! Co może być ciekawego w takiej wyliczance? Po co św. Mateusz w ogóle zawraca nam nią głowę? Nie szkoda mu było na to czasu?

Jeśli takie myśli zrodziły się w Twojej głowie po przeczytaniu dzisiejszego fragmentu Ewangelii, to znaczy, ni mniej ni więcej, że obcy jest Ci żydowski sposób myślenia. Nie mówię, że jest to złe. Po prostu stwierdzam fakt. Żydzi przywiązywali wielką wagę do genealogii, a św. Mateusz, który należał do narodu wybranego, kierował swoją wersję wydarzeń z życia Jezusa właśnie do Izraelitów, więc wiedział, co robi. Dlaczego Βίβλος γενέσεως (biblos geneseos), czyli księga narodzin, a w tym konkretnym przypadku – rodowód Jezusa Chrystusa był tak ważny dla dawnego celnika? Co chciał przez to powiedzieć swoim czytelnikom i co to znaczy dla nas?

Myślę, że dla każdego ważna jest historia jego rodziny. Chcemy wiedzieć, kim byli nasi przodkowie, czym się zajmowali, jakie były ich losy i w jakim stopniu ich życie wpływa na naszą codzienność? Żydzi myśleli podobnie, ale pisząc genealogie swoich przodków, chcieli przede wszystkim pokazać możliwie jak najczystszą linię swojego rodu, tzn. przynależność do narodu wybranego. Ta tożsamość miała wielkie znaczenie w codziennym życiu, np. funkcje kapłańskie mógł sprawować jedynie ten człowiek, który potrafił dowieść, że jest w prostej linii przodkiem… Aarona, więc sięgamy czasów (mniej więcej) XIII w. przed Chrystusem. Z całą pewnością nie było to łatwe zadanie. I jeśli komuś nie udawało się tego udowodnić, nie zostawał dopuszczony do urzędu kapłańskiego.

A z kapłanów: synowie Chobajasza, synowie Hakkosa, synowie Barzillaja, który wziął za żonę jedną z córek Barzillaja Gileadyty i przybrał jego imię. Ci szukali swego rodowodu, lecz go nie odnaleziono: toteż zostali oni jako nieczyści wykluczeni z kapłaństwa. (Ezd 2,61-62)

Weźmy inną sytuację. Gdy kobieta chciała wyjść za mąż za Żyda, musiała zaprezentować genealogię swojego rodu aż do piątego pokolenia, że także przynależy do Izraela.

Przykłady dowodzące, że genealogie były i są dla narodu wybranego ważne można by mnożyć, ale nie chcę Was zasypywać tysiącem informacji. Chciałbym, abyśmy dając się prowadzić słowu Bożemu, pomyśleli dzisiaj o naszych przodkach. Św. Mateusz, wychodząc od Jezusa, dochodzi aż od Abrahama, czyli ojca wiary Żydów, ale także nas chrześcijan. A co Ty wiesz o swojej rodzinie? Czym zajmowali się Twoi dziadkowie, pradziadkowie itd.? Czy jest to dla Ciebie ważne, czy może skupiasz się tylko na tym, co jest teraz, a oni powoli stają się anonimowymi postaciami? Żydzi uczyli się swoich genealogii na pamięć, aby ci, którzy odeszli, nie zostali zapomniani. Według mnie jest to piękny zwyczaj. Ks. Jan Twardowski napisał kiedyś: „Nie umiera ten, kto trwa w pamięci żywych”.

Wiem, że ten wpis może wydawać się mało adwentowy, zważywszy, że święta już za tydzień, a ja nie odnoszę się to tajemnicy Narodzenia Pańskiego, ale mam nadzieję, że mi wybaczysz 😉 Taka refleksja mnie „dopadła” w czasie medytacji słowa i chciałem się nią podzielić. Chciałbym też Ciebie zachęcić i prosić, żebyś pomyślał o tych, którzy już odeszli. Czy modlisz się za nich? Czy oni trwają w Twojej pamięci? Czy będąc rodzicem, opowiadasz swoim dzieciom o dziadkach i pradziadkach?

A może masz na wyciągnięcie ręki żyjących dziadków? Zapewniam Cię, że są kopalnią niesamowitych historii i wielkiej mądrości, której nie da się wyczytać z książek. Jest to mądrość życiowa, zdobywana każdego dnia, nieraz okupiona wielkim wysiłkiem i cierpieniem. Kiedyś byłem kompletnym ignorantem w tej kwestii, ale na szczęście przyszło opamiętanie i gdy jestem w domu rodzinnym staram się spotkać z moją babcią od strony taty, bo pozostali są już po drugiej stronie życia.

Skoro jesteśmy przy osobach starszych, to pozwól, że przytoczę pewną sytuację. Kilka dni temu, gdy głosiłem rekolekcje w jednej z parafii w mojej diecezji, a konkretnie w Krasnobrodzie „u Ducha”, miałem okazję przez trzy dni chodzić do DPS-u, żeby głosić kazania, a w niedzielę odprawiałem tam Mszę Świętą. Spotkałem tam pana Gustawa, który jest mieszkańcem tego domu od dwudziestu lat, a także zakrystianinem tamtejszej kaplicy. Z całą powagą mówię, że ten sześćdziesięciodwulatek mógłby uczyć lektorów (w tym nas księży), jak się powinno czytać słowo Boże w czasie liturgii. Robi to bardzo powoli i z wielkim namaszczeniem. Wiesz dlaczego? Oczywiście, pierwszym powodem jest wiara, ale gdy zapytałem go o to powiedział: „Księże kochany (serio, tak powiedział 🙂 ), bo wiele osób nie może przyjść na Mszę, ale mają głośniki w pokojach. To dla nich tak wolno czytam”. Do tej pory, gdy sobie to przypomnę, na mojej twarzy pojawia się uśmiech. To jedno zdanie znaczy dla mnie tyle, co wykład z najlepszym profesorem.

Konkret na dzisiaj: pomyśl o starszych osobach wokół Ciebie (niekoniecznie z rodziny) i stań się dla nich pomocą, a za zmarłych odmów dziesiątek różańca.

Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec i Syn i Duch Święty +

 

Photo, Flickr, Common Creative: https://www.flickr.com/photos/eclib/

Podobne wpisy:

  • krystian

    A ja muszę zacząć myśleć inaczej.
    Muszę się uwolnić od tej genealogi.

    Mój pradziadek Anton miał kilkoro dzieci.Wiekszość umarło krótko po porodzie.Dwójce dzieci udało się osiągnąć dorosłość.
    Niestety,Anton wraz z starszym synem,zgineli w Pierwszej Wielkiej Wojnie,na granicy z Francją, służąc za „mięso armatnie”.
    Losy dziatka,taty i moich krewnych,potoczyły się tak że jestem ostatnim męskim członkiem rodu.Patrząc jak dorastają moje dwie śliczne córeczki wiem,że moje nazwisko zginie.Kiedyś za młodu w swojej pysze, myślałem że Bóg da mi męskiego następcę.Kiedyś……
    Dziś już wiem że Boże błogosławieństwo nie polega na realizacji swoich wydumanych pragnień.Bóg wie lepiej czego w życiu potrzebuję niż ja sam.

    Po co mi ta męska lista rodu Józefa? Przecież on i tak nie był ojcem Jezusa.
    A rodowód Maryi ?

    Na szczęście Jezus wyzwala mnie od starotestamentowego myślenia.
    I nie jest już wiecej ważne,czy mam w swoim rodowodzie królewski szczep dawidowy.Teraz liczy się tylko jak żyję .A nie kim byli moi przodkowie…..
    Jezus przyszedł i wyzwolił.Bo ten cały spis na końcu nie ma już sensu.

    • andrew_sa

      „Nie umiera ten, kto trwa w pamięci żywych” Cytat z nagłówka pochodzi od ks. Jana Twardowskiego. Inny cytat na temat wieczności i pamięci…. 🙂 „Umarłych wieczność dotąd trwa, dokąd pamięcią im się płaci.
      Chwiejna waluta. Nie ma dnia, by ktoś wieczności swej nie stracił” [W. Szymborska]
      Szczęsć Boże