Wiem, co o mnie myślisz, ale i tak chcę Ci powiedzieć coś ważnego (Dz 8,5–8.14–17)

Filip przybył do miasta Samarii i głosił im Chrystusa. Tłumy słuchały z uwagą i skupieniem słów Filipa, ponieważ widziały znaki, które czynił. Z wielu bowiem opętanych wychodziły z wielkim krzykiem duchy nieczyste, wielu też sparaliżowanych i chromych zostało uzdrowionych. Wielka radość zapanowała w tym mieście.
Kiedy Apostołowie w Jerozolimie dowiedzieli się, że Samaria przyjęła słowo Boże, wysłali do niej Piotra i Jana, którzy przyszli i modlili się za nich, aby mogli otrzymać Ducha Świętego. Bo na żadnego z nich jeszcze nie zstąpił. Byli jedynie ochrzczeni w imię Pana Jezusa. Wtedy więc Apostołowie wkładali na nich ręce, a oni otrzymywali Ducha Świętego. (Dz 8,5-8.14-17)

Myślę, że nieco ponad trzy lata temu taka sytuacja nie mogłaby mieć miejsca! Żaden szanujący się Żyd nie poszedłby do Samarii, żeby w ogóle przebywać razem z Samarytanami, a co dopiero nauczać ich. Jeszcze nieco ponad trzy lata temu, żaden szanujący się Samarytanin nie wpuściłby Żyda do swojego miasta, a co dopiero chciał go słuchać. Ale w ciągu tego okresu zmieniło się wiele, ponieważ przyszedł Jezus i dzięki Niemu wzajemna nienawiść między Żydami i Samarytanami zaczęła łagodnieć. Czy zniknęła całkowicie? Niestety nie, ale wolę w tej sytuacji widzieć, że szklanka jest do połowy pełna, a nie pusta.

Już nieraz pisałem Wam o relacjach między Żydami i Samarytanami, więc nie będę wszystkiego powtarzał. Pozwolę sobie jedynie przytoczyć to, co na ten temat pisze ks. prof. Mariusz Rosik w książce „W Nowym Testamencie wszystko po staremu? Konteksty Ewangelii”: „Z powodu znaczących różnic religijnych, wielu Żydów, zmierzając do Jerozolimy w związku ze świętami zobowiązującymi do pielgrzymki do świętego miasta, świadomie omijało osady Samarytan. Wrogość pomiędzy dwiema grupami etnicznymi stała się wręcz przysłowiowa, gdyż ukuto powiedzenie, które głosi: „Ten, kto je chleb Samarytan, jest równy temu, który je wieprzowinę”. Z tego powodu Żydzi unikali nawet używania terminu „Samarytanin”. Tak właśnie uczynił uczony w Piśmie rozmawiający z Jezusem. Na Jezusowe pytanie, wygłoszone po przypowieści o miłosiernym Samarytaninie „Który z tych trzech okazał się bliźnim tego, który wpadł w ręce zbójców?”, uczony w Piśmie wolał mówić o „tym, który okazał mu miłosierdzie” niż o Samarytaninie.”

Filip, który chociaż posiadał imię greckie, od najmłodszych lat wychowywany był w judaizmie, a więc i w tym, co mówiono i myślano na temat Samarytan. Być może nie miał zbyt wielu okazji do przebywania z nimi, ale na pewno słyszał od współziomków niejedną opinię o nich. A teraz, po zesłaniu Ducha Świętego, staje nie gdzieś na obrzeżach terenów zamieszkiwanych przez Samarytan, ale w samym sercu państwa, w jego stolicy, która również nosiła nazwę Samarii i głosi słowo Boże, które Bóg popiera znakami.
Tym, co najbardziej przemawia do mnie w postawie Filipa, jest to, że staje między ludźmi, którzy mieli wyrobione negatywne zdanie o nim, „tylko” ze słowem Bożym. Ktoś, oceniając tę sytuację z boku, mógłby posądzić Filipa o lekkomyślność, bo przecież Żydzi wiele wycierpieli od Samarytan, a Samarytanie od Żydów, więc należałoby się jakoś „zabezpieczyć” na wypadek eskalacji konfliktu, ale jemu wystarczyło słowo, czyli Jezus, bo „słowo stało się ciałem” (J 1,14a).

Każdy z nas ma takich ludzi, których ciężko jest kochać, a czasami nawet odezwać się do nich. Co w takiej sytuacji powinien zrobić uczeń Jezusa? Z czym mógłby się udać do tej osoby? Ze swoją erudycją, elokwencją, wykształceniem, tytułami, pozycją społeczną, ułożoną w głowie rozmową, która ma zmasakrować (ostatnio to słowo robi niesamowitą karierę) drugą stronę? Nie, powinien – jak Filip – stanąć przed tą osobą tylko ze słowem Jezusa, czyli z tym wszystkim, czego uczył i jak postępował Rabbi.

Jeśli ktoś „zalazł Ci za skórę” tak jak Samarytanie Żydom, a Żydzi Samarytanom (bo wina nigdy nie jest tylko po jednej stronie), to idź do tego człowieka z Jezusem, a nie swoim planem, bo tylko z Nim i w Nim jest możliwe pojednanie między nami. Owszem, wiele ryzykujesz, bo ktoś może odepchnąć Twoją rękę, ale wówczas również pamiętaj, że nie poszedłeś sam, ale z Twoim Zbawicielem. Ale pamiętaj także, że odważenie się na taki krok będzie możliwe dopiero wtedy, gdy Ty sam pozwolisz zamieszkać Bogu w Tobie. Filip był takim samym człowiekiem jak Ty i ja i miał swoje wady, grzechy, przywary i złe skłonności, ale Duch Święty zmienił go diametralnie.

Konkret na dzisiaj: na modlitwie odpowiedz sobie na następujące pytania: z kim masz najtrudniejszą relację i dlaczego? Czy wina leży tylko po jednej stronie? Czy zostały podjęte próby naprawy w imię Jezusa czy może wygrywa wzajemna niechęć? Oddaj to, co usłyszysz w swoim sercu na ufnej modlitwie, a dobre natchnienia postaraj się wcielić w życie.

Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec i Syn i Duch Święty +

Podobne wpisy: