Wstańcie szybko, chodźmy! (Mk 1,14-20)

Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: «Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!»

Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał Szymona i brata Szymonowego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich Jezus: «Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi». A natychmiast, porzuciwszy sieci, poszli za Nim.

Idąc nieco dalej, ujrzał Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, którzy też byli w łodzi i naprawiali sieci. Zaraz ich powołał, a oni, zostawiwszy ojca swego, Zebedeusza, razem z najemnikami w łodzi, poszli za Nim. (Mk 1,14-20)

Każda Ewangelia ma jakieś swoje specyficzne rysy, sobie właściwe cechy i niepowtarzalny koloryt. Ewangelia Marka, jak pisałem w komentarzu kilka dni temu, kierowana była – w opinii pierwszych chrześcijan – do osób przed nawróceniem lub bezpośrednio po nim.

To dzieło posiada jednak pewną cechę leksykalną, która nie jest spotykana w żadnym innym dziele nowotestamentalnym. Mianowicie czterdzieści dwa razy pojawia się przysłówek eutheos. Pojawia się on w całym Nowym Testamencie łącznie osiemdziesiąt osiem razy. Już na podstawie tej różnicy częstotliwości, widać, że to słowo jest ważne dla Ewangelisty Marka. Oznacza ono „natychmiast”, „zaraz” lub „od razu”. Czy już widzisz, gdzie pojawia się to słówko?

To jest pewien problem, który ja widzę coraz częściej w swoim otoczeniu: „pomyślmy, przemyślmy, wróćmy do tego kiedy indziej, jak już ochłoniemy”. Może zacznę myśleć o Bogu kiedyś? Może wrócę do modlitwy, jak już trochę się zestarzeję? Ale na pewno pomyślę o pojednaniu się z Bogiem przed śmiercią, wcześniej nie ma co zawracać Mu głowy.

Ale nie można też popaść w drugą skrajność: robienie wszystkiego, branie na siebie obowiązków i zobowiązań bez przemyślenia, czy nie spowoduje to szkody w moim życiu rodzinnym lub zawodowym. Bo są też osoby, które potrafią spędzać całe dnie w kościele, ale nie znajdują nawet chwili dla bliskich. Inni chętnie podejmują zobowiązania ale szybko rezygnują z nich, bo po opadnięciu emocji nie widzą siebie w danym rysie duchowości chrześcijańskiej.

A jak jest ze mną?

Czy odkładam coś w swoim życiu duchowym ad calendas Graecas? Czy zostawiam coś na bliżej nieokreśloną przyszłość? A może nie chcę się na coś zdecydować, bo wiem, że będzie to wymagało ode mnie wysiłku? Gdzie znajduję się w tym trójkącie: czy jestem hura-optymistą, kalkulującym wszystko odkładaczem czy może w ogóle nie interesuje mnie żadna zmiana?

Konkret na dziś: Od razu dziś zajmij się tym, co odkładasz od dawna w swoim życiu. Niech to nawet będzie posprzątanie szafy, ale uczyń to początkiem zmian w swoim życiu, także duchowym.

Błogosławieństwo od ks. Krystiana: Niech cię błogosławi Bóg Wszechmogący, Ojciec i Syn i Duch Święty

Podobne wpisy: