Wyciągnij mnie stąd (Mt 9,9-13)

Gdy Jezus wychodził z Kafarnaum, ujrzał człowieka siedzącego w komorze celnej, imieniem Mateusz, i rzekł do niego: „Pójdź za Mną”. On wstał i poszedł za Nim.
Gdy Jezus siedział w domu za stołem, przyszło wielu celników i grzeszników i siedzieli wraz z Jezusem i Jego uczniami.
Widząc to, faryzeusze mówili do Jego uczniów: „Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?”
On, usłyszawszy to, rzekł: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: «Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary». Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników”.

Człowiek siedzi w swoim biurze. Ściany pomalowane do połowy wysokości. Na środku stół i krzesło. Jego krzesło. Każdy, kto tu przyjdzie pełen obaw, zatrzyma się, zupełnie automatycznie, kilka kroków od biurka. Bo za nim na ścianie jest obraz. Jest podobizna tego, w którego imieniu pobiera się tutaj cło. Każdy, kto stoi przed stołem wie z kim ma do czynienia. Kto stoi przed stołem, czeka, aż zostanie zawołany, nawet jeśli zajmie to nieskończone minuty. Następnie działanie to już dokonuje się na stole. Odpowiednia opłata, ale gdzieś brakuje maszyny do pisania, a trzeba jeszcze wypełnić dokumenty. Jeszcze kilka, minut jeszcze musi to potrwać ….

Mateusz był celnikiem, a to oznaczało w tym czasie: niezależny przedsiębiorca, pogardzany przez wielu jako wyzyskiwacz i obrażany przez pobożnych Żydów jako przyjaciel okupanta – kolaborant. Jeśli przeszedłeś przez urząd celny, zostałeś poproszony o zapłatę.Za wszystko trzeba było wnieść stosowną sumę – za koszyki z figami, skórzane bukłaki wina, lniane obrusy, gliniane dzbany, pszenicę. Mężczyzna siedzący przy stole wyznaczał swoją cenę, a ci, którzy nie zapłacili, mogli zapomnieć o dalszej podróży. Mateusz płacił swoim przełożonym roczną kwotę ryczałtową za prawo celne, zaś wszystkie dodatkowe dochody były jego zyskiem.

Jezus zauważa w komorze celnej całkowicie „niewłaściwą” osobę i wzywa go, aby poszedł za Nim. Wzywa człowieka, który występuje przeciwko ludowi Bożemu i pogardza przykazaniami Bożymi dopuszczając się oszustw. Oni zasilają szeregi traktowanych z góry przez Boga, ale także są z przymrużeniem oka tytułowani przez swoich. A Jezus, Syn Boży, idzie do tego człowieka. Świadomie szuka z nim kontaktu, chce mieć osobiście coś wspólnego z kolaborantem. Pójdź za mną! Wyjdź z życia, niekochanego i nieakceptowanego przez nikogo i krocz za Mną. Jest to możliwe, gdyż Jezus wydaje się widzieć głębiej niż inni. Odkrywa niezadowolenie, tęsknotę i prawdopodobnie także głęboką winę. Słyszy cichy krzyk: Wyciągnij mnie stąd! Nie zostawia zatem człowieka w potrzebie, ale odpowiada na to wołanie, wyciągając rękę do mężczyzny i powołując go.

Dwaj mężczyźni spotykają się ze sobą i zaczyna się coś nowego. Jezus jest światłem, które znamy z historii Bożego Narodzenia, Gwiazdą Betlejemską. Magowie podążyli za światłem Jezusa, uzdrowieni zostali ogarnięci Jego światłem. W Kazaniu na Górze Jezus mówi swoim naśladowcom, że Jego światło staje się ich światłem, że są światłością świata. Mateusz wpuszcza to światło w swoje życie. Zaczyna coś nowego w tym świetle i staje się ważnym członkiem w zespole Jezusa. Nieruchomy staje się mobilny; pogardzany – misjonarzem: nieczysty – dla Boga posłańcem.

Mateusz musiał usłyszeć imponujące, cudowne słowa. Jedynie nazywanie ich „przykazaniami” jest mało prawdopodobne. Raczej trzeba nazwać je „darem prezentów”. Otrzymał je pogardzany człowiek, aby złączyć się z Tym, Który może obdarzyć Duchem Świętym i upoważnić do dalszej misji. Kto otworzy się na Jego działanie, nie tylko przyciąga ludzi do Boga, ale jeszcze uzdalnia, widzieć w człowieku „potrzebującego” Boga, gdyż uczy postrzegania ich oczami Ducha Świętego. Dopiero wtedy współczująca wola Boga może ożyć w bezlitosnym świecie naszych czasów.

Konkret na dziś:

Zatrzymaj się na chwilę i podziękuj Bogu za spotkanie.

Niech Cię błogosławi i strzeże Bóg Wszechmogący: Ojciec i Syn i Duch Święty. Amen!

 

Podobne wpisy: