I tak wszystko wyjdzie na jaw (Łk 12,1-7)

Kiedy wielotysięczne tłumy zebrały się koło Jezusa, tak że jedni cisnęli się na drugich, zaczął mówić najpierw do swoich uczniów: „Strzeżcie się kwasu, to znaczy obłudy faryzeuszów. Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie wyszło na jaw, ani nic tajemnego, co by się nie stało wiadome. Dlatego wszystko, co powiedzieliście w mroku, w świetle będzie słyszane, a coście w izbie szeptali do ucha, głosić będą na dachach.

Lecz mówię wam, przyjaciołom moim: Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, a potem nic więcej uczynić nie mogą. Pokażę wam, kogo się macie obawiać: Bójcie się Tego, który po zabiciu ma moc wtrącić do piekła. Tak, mówię wam: Tego się bójcie.

Czyż nie sprzedają pięciu wróbli za dwa asy? A przecież żaden z nich nie jest zapomniany w oczach Bożych. U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone.

Nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli”. (Łk 12,1-7)

Mimo że sceneria rozważanej przez nas dzisiaj Ewangelii zmienia się, ponieważ nie jest to dom faryzeusza, ale  bliżej nieokreślona lokalizacja, to i tak ciągle głównym tematem przepowiadania Jezusa są faryzeusze. Patrząc jedynie „po ludzku”, możemy powiedzieć, że „ruszyło Go” to, co zaszło niedawno, gdy duchowa elita Izraela zarzuciła Mu niewypełnianie Prawa. Mam nadzieję, że w tym momencie moja interpretacyjna fantazja nie ponosi mnie, ale wydaje mi się, że początek dzisiejszej Ewangelii może nam pomóc w uświadomieniu sobie tego, jak wielką rolę w życiu Jezusa odgrywały emocje. On również był na nie podatny i zdarzało Mu się denerwować. Zatem i my mamy prawo do zdenerwowania. Nie zamęczajmy się, próbując zawsze zachować spokój. Skoro w paletę naszych emocji Bóg wpisał również zdenerwowanie czy złość, to są one istotnym elementem naszego człowieczeństwa. Żeby była jasność: nie twierdzę, że można zawsze dawać się im ponosić. Co to, to nie! Pragnę zauważyć, że one mogą się pojawić, ale nad nimi trzeba pracować, tak jak nad każdym z uczuć, abym ja panował nad nimi, a nie one nade mną. Być może mylę się wysnuwając takie wnioski, ale taka myśl przyszła mi w czasie medytacji.

Po raz kolejny widzimy, że Jezus pragnąc uświadomić uczniom, a także wielotysięcznym tłumom, które Go otaczały, ważną prawdę dotyczącą życia wewnętrznego, odwołuje się do skojarzeń związanych z codziennym życiem Jego słuchaczy. Kwas to zaczyn albo drożdże używane do wypieków. Ich działanie jest niewidoczne, ale ma decydujący wpływ na proces powstawania chleba.

Dlaczego Mistrz używa tego porównania mówiąc o faryzeuszach? Dlatego że wiele działań duchowych przywódców Izraela dopiero z czasem miało wyjść na jaw. Ich prawdziwe motywy były do tej pory skrzętnie ukrywane. Ale działalność Cieśli z Nazaretu powoli zdzierała z nich to, co było jedynie pobożną maskaradą. Jezus, chcąc w porę ostrzec swoich słuchaczy, mówi im, żeby już teraz uważali na to, co i jak robią faryzeusze. Nazywa ich wprost obłudnikami, czyli ludźmi, którzy jedynie z pozoru wyglądają na kogoś wartego naśladowania. Prawdziwa wiara, która jest relacją z Osobą, doprowadza do uwielbienia Go we wszystkim. Natomiast zachowywanie pozorów pobożności również doprowadzi do uwielbienia, ale nie uwielbienia Boga, lecz – człowieka.

Rozważając Ewangelię przez ostatnie dni, możemy dojść do wniosku, że faryzeusze byli zręcznymi oszustami żerującymi na ludzkiej naiwności. Machając sztandarem Boga, tak naprawdę realizowali swoje ambicje i pragnienia. Takie stwierdzenie byłoby uogólnieniem, a ich wystrzegajmy się jak ognia, bo nie każdy faryzeusz tak postępował. Ale skoro Jezus używał tak mocnych słów, mówiąc o nich, to na pewno miał rację i chciał zwrócić uwagę na ważną rzeczywistość. Jednak nie zapominajmy nigdy, że Biblia jest żywym słowem, przez które Bóg mówi do mnie tu i teraz. Nie zatrzymujmy się jedynie na tym, co było kiedyś, ale spróbujmy odnaleźć siebie w tym, co rozważamy.

Każdemu z nas grozi stanie się pobożnym obłudnikiem, który będzie składał ręce do modlitwy, chodził do kościoła, spowiadał się, przyjmował księdza po kolędzie, działał w grupie przyparafialnej albo diecezjalnej, a tak naprawdę Boga miał jedynie za dodatek do życia. Ewangelie ostatnich dni są dla nas testem, swoistym papierkiem lakmusowym naszego chrześcijaństwa. Ile w nim jest udawania, bezmyślnego automatyzmu i chęci pokazania się innym, aby zostać pochwalonym? A ile autentycznej więzi z Panem, która przenika każdą myśl i działanie?

Jeśli czujemy w sercu, że to słowo nas uwiera, bo dotyka chorego miejsca i pokazuje, że jedynie udajemy pobożnych, to Jezus dzisiaj mówi jednoznacznie, że przyjdzie dzień, kiedy zostanie to publicznie ujawnione. Prędzej czy później, najprawdopodobniej pod wpływem jakiejś trudnej sytuacji, prawda ujrzy światło dzienne. Dla mnie taką sytuacją były ostatnie wydarzenia związane z obroną życia. Z przerażeniem patrzyłem, że moi znajomi, którzy regularnie praktykują wiarę, popierają aborcję. Albo ja jestem tak zacofany, albo Bóg i nauczanie Kościoła niewiele dla nich znaczą.

Dopóki jesteśmy na tym świecie, mamy szansę na nawrócenie, czyli zmianę myślenia i postępowania. Odkładanie tej decyzji nie przyniesie nam żadnych korzyści, ale podjęcie trudu walki ze sobą wiele zmieni. Póki jeszcze mamy czas, zadbajmy o to, żebyśmy byli blisko z Bogiem nie tylko na płaszczyźnie deklaracji, chęci i zewnętrznych zachowań, ale niech to wypływa z pragnienia naszego serca. Zróbmy wszystko, co w naszej mocy, żeby spotkać Go osobiście. On nas kocha i zna nasze najgłębiej skrywane motywacje. Więc jeśli nasza wiara to jedynie maska, za którą nic się nie kryje, to Jego boskie serce cierpi. On pragnie, aby każde Jego dziecko znało Go osobiście, a nie teoretycznie.

Konkret na dzisiaj: przyznaj się przed Bogiem, co jest udawaniem w Twojej wierze.

Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec, Syn i Duch Święty +

 

Photo, Flickr, Common Creative: https://www.flickr.com/photos/federicoferoldifoto/

Podobne wpisy: