-Wypaliłem się! -A czy Ty kiedykolwiek płonąłeś? (J 10,1-10)

Jezus powiedział: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto nie wchodzi do owczarni przez bramę, ale wdziera się inną drogą, ten jest złodziejem i rozbójnikiem. Kto jednak wchodzi przez bramę, jest pasterzem owiec. Temu otwiera odźwierny, a owce słuchają jego głosu; woła on swoje owce po imieniu i wyprowadza je. A kiedy wszystkie wyprowadzi, staje na ich czele, a owce postępują za nim, ponieważ głos jego znają. Natomiast za obcym nie pójdą, lecz będą uciekać od niego, bo nie znają głosu obcych”. 
Tę przypowieść opowiedział im Jezus, lecz oni nie pojęli znaczenia tego, co im mówił. Powtórnie więc powiedział do nich Jezus: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ja jestem bramą owiec. Wszyscy, którzy przyszli przede Mną, są złodziejami i rozbójnikami, a nie posłuchały ich owce. Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony – wejdzie i wyjdzie, i znajdzie paszę. Złodziej przychodzi tylko po to, aby kraść, zabijać i niszczyć. Ja przyszedłem po to, aby owce miały życie i miały je w obfitości”. (J 10.1-10)

Co według Ciebie znaczy „żyć w pełni”? Czy jest to nieustanne pasmo sukcesów, awansów, nagród, wyróżnień, pochwał? Czy może to stwierdzenie kojarzy Ci się przede wszystkim z nieprzejmowaniem się opinią innych i robieniem tego, na co ma się ochotę w danej chwili bez liczenia się z konsekwencjami? A może „żyć w pełni” to ciągle imprezować, zwiedzać świat, poznawać nowych ludzi? A może nasuwają Ci się jeszcze inne myśli?

Pytam o to dlatego, że Jezus w ostatnim zdaniu dzisiejszej Ewangelii mówi nam dlaczego przyszedł na ten „nasz świat”, który tak naprawdę jest Jego światem, a my dostaliśmy go w dzierżawę. „Ja przyszedłem po to, aby owce miały życie i miały je w obfitości”. Ta „obfitość” została po grecku wyrażona przez słowo περισσός (perissos), które równie dobrze możemy przełożyć jako „nadmiar”. Zatem życie, które przynosi nam Jezus, to nie są jakieś – mówiąc kolokwialnie – ochłapy, wystarczające na parę chwil, ale jest to jego absolutna pełnia, a nawet nadmiar. Ten, kto idzie za Jezusem, poznaje Go przez słowo, sakramenty Kościoła i Jego Tradycję, nie będzie wiecznie głodny nowych wrażeń, ale będzie żył w pełni, bo na własnej skórze przekona się, że prawdziwe są słowa św. Augustyna: „Niespokojne jest moje serce, dopóki nie spocznie w Tobie”.

Czytałem kiedyś, że pewnego razu do Juliusza Cezara przyszedł pewien zniechęcony życiem żołnierz i poprosił władcę o pozwolenie na… samobójstwo. Wówczas imperator miał zadać mu pytanie: „Człowieku, a czy ty w ogóle kiedyś żyłeś?”. Tak często można spotkać się z osobami, które mówią „wypaliłem się życiowo, zawodowo, małżeńsko itd.”. Myślę, że warto im wtedy zadać pytanie podobne do cesarskiego: „a czy ty kiedykolwiek płonąłeś?”.

Być może naszym problemem nie jest to, że nagle zabrakło nam sił do życia, ale tak naprawdę to, że my tego życia nigdy w sobie nie mieliśmy, a jedynie zadawalaliśmy się resztkami. Jeśli ciągle chodzę poddenerwowany, smutny, naburmuszony – tak, że bez kija nie podchodź – to może warto zastanowić się czy ja żyję naprawdę czy może tylko wegetuję: w szkole, na studiach, w pracy, we wspólnocie, w rodzinie? Czym ja żyję i co jest moim celem? Od kogo czerpię siły witalne? Jeśli jest to przede wszystkim to, co proponuje ten świat, to będę takim wiecznie wkurzonym i niezadowolonym zombie, ale jeśli postanowię „pobierać” energię od życia samego w sobie, czyli Boga, wówczas nigdy nie zabraknie mi sił.

Konkret na dzisiaj: Pomyśl, co jest Twoim głównym źródłem energii? Ludzie, praca, pieniądze, sukcesy, pochwały zaszczyty czy Bóg?

Niech Cię błogosławi Bóg wszechmogący: Ojciec i Syn i Duch Święty +

 

 

Podobne wpisy:

  • Genowefa

    Słuchając Jezusa najpierw dowiedziałam się, że akceptuje grzeszników.
    Następnie pokazał mi furtkę, wyjście z mojej poplątanej sytuacji. Bo gdzie się nie obróciłam kłuły ustre kolce.
    Byłam uwikłana w grzech.
    A On cierpliwie przez swoich świętych pasterzy wielokrotnie mówił do mnie aż pojęłam i posłusznie poszłam za Jego głosem. Kiedy zaczęłam systematycznie nad sobą pracować, zaczęłam też odkrywać Jego mądrość i dobroć.
    I zachwycać się tym. A czasami nawet pchać się do Niego, bo do Jezusa ciągnie.
    Jestem dumna, że mam Taaakiego Pasterza.

  • krystian.k

    „Wszystko mogę w Tym który mnie umacnia” 🙂