Z kim spędzasz najwięcej czasu? (Dz 5,27-33)

Gdy słudzy przyprowadziwszy apostołów, stawili ich przed Sanhedrynem, arcykapłan zapytał: „Zakazaliśmy wam surowo, abyście nie nauczali w to imię, a oto napełniliście Jerozolimę waszą nauką i chcecie ściągnąć na nas krew tego Człowieka”. 
Odpowiedział Piotr i apostołowie: „Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi. Bóg naszych ojców wskrzesił Jezusa, którego straciliście, przybiwszy do krzyża. Bóg wywyższył Go na prawicę swoją jako Władcę i Zbawiciela, aby dać Izraelowi nawrócenie i odpuszczenie grzechów. Dajemy temu świadectwo my właśnie oraz Duch Święty, którego Bóg udzielił tym, którzy Mu są posłuszni”.
Gdy to usłyszeli, ogarnął ich gniew i chcieli ich zabić. (Dz 5,27-33)

Na początek opowiadanie:

Pewien mądry Hindus o imieniu Acharya miał przyjaciela, Alessandro, który mieszkał w Mediolanie. Poznali się w Indiach. Hindus był jego przewodnikiem i pokazał mu najpiękniejsze zakątki swojej ojczyzny.
Alessandro wdzięczny za to, zaprosił go do swojego miasta. Acharya długo nie mógł zdecydować się na wyjazd, ale w końcu uległ namowom przyjaciela i pewnego pięknego dnia wysiadł na lotnisku Malpensa pod Mediolanem.
Następnego dnia przyjaciele spacerowali w centrum miasta. Hindus o czekoladowej twarzy, z czarną brodą i w żółtym turbanie przyciągał spojrzenia przechodniów. Allesandro był ogromnie dumny ze swojego egzotycznego przyjaciela. W pewnym momencie na Placu San Babila, Acharya zatrzymał się i spytał:
-Czy słyszysz również i ty to, co ja słyszę?
Mieszkaniec Mediolanu, trochę zaskoczony, natężył słuch, ale przyznał, że słyszy jedynie wielki miejski hałas.

– Tu w pobliżu znajduje się śpiewający świerszcz – stwierdził Hindus.
– Mylisz się – powiedział mieszkaniec Mediolanu. – Ja słyszę tylko miejski zgiełk. A zresztą tutaj nie ma świerszczy.
– Nie mylę się. Słyszę śpiew świerszcza – upierał się Acharya i zaczął poszukiwania wśród liści kilku nędznych drzewek. Po chwili pokazał przyjacielowi, który sceptycznie obserwował go, małego owada. Wspaniały świerszcz niezadowolony z tego, że go odkryto, starał się ukryć przed zakłócającymi jego koncert.
– Widzisz świerszcza? – spytał Hindus.
– Rzeczywiście – przyznał Mediolańczyk. – Wy Hindusi macie słuch bardziej wyostrzony od białych…
– Tym razem też się mylisz – uśmiechnął się mądry Hindus. –Zobacz tylko…
Wyciągnął z kieszeni małą monetę i rzucił ją na chodnik. Natychmiast cztery czy pięć osób odwróciło się i spojrzało.
– Widziałeś? – spytał Hindus. – Ten pieniążek zadźwięczał o wiele słabiej od śpiewu świerszcza. A jednak tylu białych usłyszało go.

Słuchamy wielu ludzi, mediów itp., ale dajemy posłuch, czyli słyszymy to, co chcemy słyszeć. Słuchamy kogoś kto jest dla nas ważny. Św. Paweł pisze do Rzymian takie słowa:

Wiara rodzi się ze słuchania, a tym, co się słyszy jest słowo Chrystusa (Rz 10, 17)

Piotr i Jan, gdy stanęli po raz kolejny przed duchowymi przywódcami Żydów, którzy nie byli im przychylni, na zarzut, że ciągle nauczają w imię Jezusa odpowiadają:

Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi

Będę pisał do Ciebie, ponieważ ja przed chwilą odpowiedziałem sobie na każde z zadanych w tym tekście pytań.

Kogo Ty słuchasz w życiu najbardziej? Czyje zdanie jest dla Ciebie najważniejsze? Czyje opinie mają realny wpływ na Twoje decyzje? Może jest to mąż, żona, mama, tata, szef, biskup, kolega, koleżanka, telewizja, prasa, Internet?  A może bliżej nieokreślona „masa” i jej opinia. „Co ludzie powiedzą?” Tak często myślimy robiąc coś bądź czegoś nie robiąc.

To zdanie, które zapisał św. Paweł moglibyśmy sparafrazować i zamiast słów: „a tym, co się słyszy jest słowo Chrystusa” wstawić: a tym, co się słyszy jest słowo męża, żony itd.

Będziemy wierzyć tym, których słuchamy najczęściej. Tacy już jesteśmy. Z kim przystajesz taki się stajesz. Jeśli są to mądrzy i prawi ludzie wówczas i my tacy będziemy, ale jeśli zaczniemy słuchać tych, którzy być może są kreowani na mądrych, ale z prawdziwą mądrością nie mają nic wspólnego, wówczas staniemy się jak oni.

O tym, że trzeba słuchać bardziej Boga niż ludzi wiemy, ale jak zwykle największy problem mamy z wcieleniem tej wiedzy w życie.

Piotr i Jan mogli powiedzieć te słowa, ponieważ spotkali Zmartwychwstałego i przyjęli dar Ducha Świętego. Bez osobistego spotkania z Bogiem wiara jest tylko teorią, ideologią, pięknymi słowami. Człowiek, który spotyka Boga na co dzień będzie wiedział w jaki sposób postępować, ponieważ swoje decyzje będzie podejmował w świetle tego, co On mówi.

Gdzie Go można spotkać, usłyszeć? W Jego Kościele, w sakramentach, Słowie. Jeśli ktoś jest dla mnie ważny mam czas dla niego. Jeśli nie wówczas każde spotkanie będę traktował jak przykry obowiązek.

Ile czasu poświęcasz Bogu w ciągu swojego dnia? Szczerze odpowiedz sobie na to pytanie. To Twoje życie, więc warto.  Nie ile chciałbyś, ale ile faktycznie spędzasz na modlitwie, medytacji Jego słowa, adoracji? Czy stojąc w kościele na Mszy przestępujesz z nogi na nogę myśląc: kiedy to się skończy? Czy w ogóle masz czas żeby w niedzielę i uroczystości pójść na Eucharystię? To jest bardzo prosty, ale skuteczny test pokazujący to, ile czasu poświęcam Bogu.

A jak długo siedzisz przed telewizorem, leżysz bezczynnie, przeglądasz strony w internecie? Nie mówię, że jest to złe i każdy potrzebuje chwili odpoczynku.  Pytam ile czasu na to przeznaczasz? Sam oceń. To Twoje życie.

Jeśli masz mętlik w głowie, grzechy ciągle powracają, a Ty chodzisz poddenerwowany, to zapytaj się ile czasu spędzasz z Bogiem? Gdy przychodzimy do Niego wtedy On nas leczy. Ale wiesz dobrze, że czasami kuracja, która przywraca zdrowie trwa latami.

Jeśli chcesz żeby w Twoim życiu coś się zmieniło na lepsze, to miej dla Boga czas w swojej codzienności. Nie od jutra, ale od dzisiaj. Od zaraz.

Miej czas na czytanie i medytowanie Słowa Bożego. Spróbuj. Przez tydzień. Wieczorem, przed snem przeczytaj jakiś fragment. Rano od niego zacznij dzień. Pozwól żeby słowo chodziło z Tobą wszędzie. I słuchaj tego, co się w Tobie będzie działo.

Proszę, spróbuj…

Daj Mu swój czas, a będzie to najlepsza inwestycja.

Błogosławię Cię, żyj w Jego bliskości +

 

 

Podobne wpisy:

  • Genowefa

    To prawda, że słuchając lub czytając przyciągają mnie treści, które mi odpowiadają i łatwo można je zapamiętac. A przecież chodzi o to aby zrozumieć dobrze sens, to muszę przeczytać dwa albo kilka razy całość i wracać do trudnego urywku, którego nie mogę pojąć prosząc Ducha Pana Jezusa o światło. Ale i tak nie zawsze dobrze myślę, bo po swojemu. I dlatego bardzo sobie cenię dzielenie się Słowem Bożym wykształconych kaznodziejów. Np. „ściągnąc na nas krew tego Człowieka” powinnam rozumieć jako „przyznanie się, że są winni śmierci Syna Bożego”? Nurtujące pytanie. A może to jest oczywiste tylko ja jestem ograniczona (z powodu przebytej choroby) i nie może do mnie dotrzeć. Dlatego taki sposób uzupełniania wiedzy bardzo mi odpowiada. Dziękuję!