Jak zarządzać synagogą? (Łk 13,10-17)

Jezus nauczał w szabat w jednej z synagog. A była tam kobieta, która od osiemnastu lat miała ducha niemocy: była pochylona i w żaden sposób nie mogła się wyprostować.

Gdy Jezus ją zobaczył, przywołał ją i rzekł do niej: «Niewiasto, jesteś wolna od swej niemocy». Położył na nią ręce, a natychmiast wyprostowała się i chwaliła Boga.

Lecz przełożony synagogi, oburzony tym, że Jezus uzdrowił w szabat, rzekł do ludu: «Jest sześć dni, w które należy pracować. W te więc przychodźcie i leczcie się, a nie w dzień szabatu!»

Pan mu odpowiedział: «Obłudnicy, czyż każdy z was nie odwiązuje w szabat wołu lub osła od żłobu i nie prowadzi, by go napoić? A owej córki Abrahama, którą Szatan osiemnaście lat trzymał na uwięzi, czy nie należało uwolnić od tych więzów w dzień szabatu?»

Na te słowa wstyd ogarnął wszystkich Jego przeciwników, a lud cały cieszył się ze wszystkich wspaniałych czynów, dokonywanych przez Niego. (Łk 13,10-17)

Skąd się biorą choroby? Dziś wiemy, że za to odpowiedzialne są wielorakie czynniki: bakterie, wirusy, zmiany w organizmie, hormony, związki chemiczne w organizmie itd. W starożytności nie posiadano takiej wiedzy, więc pojawienie się choroby bardzo często było niespodziewanym zdarzeniem. Z tego powodu najczęstszą etiologię upatrywano w działaniu złego ducha. Ten miał wchodzić do ciała ludzkiego i powodować ograniczenie jego normalnego funkcjonowanie. Z tego powodu dzisiejszy fragment nie jest stricte egzorcyzmem, ale uzdrowieniem.

Tylko że to jest niemal marginalny temat całego dzisiejszego zamieszania. Medytując dzisiejszy tekst uderzyło mnie określenie „duch niemocy (gr. pneuma astheneias)”. Zacząłem badać użycie tego drugiego greckiego słowa w Nowym Testamencie i znalazłem bardzo ciekawą rzecz. Oczywiście, podstawowym znaczeniem tego rzeczownika jest „słabość, niedomaganie, choroba [fizyczne]”, ale jego kilka miejsc sprawiło, że zacząłem inaczej patrzeć na ten tekst.

Po raz pierwszy określenie to pojawia się w Mt 8,17, które jest cytatem z czwartej pieśni o Słudze Pańskim z Księgi Izajasza (53,4):

Tak oto spełniło się słowo proroka Izajasza: On wziął na siebie nasze słabości i nosił nasze choroby.

Chrystus zatem przez swoje głoszenie Dobrej Nowiny, odpuszczenie grzechów oraz uzdrawianie przejmuje nasze winy, byśmy mogli znowu stać się pełni życia. Idąc dalej, w Liście Do Rzymian święty Paweł pisze tak:

„Podobnie także Duch przychodzi z pomocą naszej słabości. Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami.”

Widząc te wskazówki, a także inne miejsca, których nie przytoczyłem tutaj, rodzi mi się przed oczyma obraz człowieka, obraz mnie samego, ciągle zmagającego się z samym sobą, by spojrzeć Bogu w twarz. Te wszystkie trudności mają swoje szczególne odzwierciedlenie w modlitwie. Moje starania są ważne, ale modlitwa powinna być jak oddychanie Bogiem, by On był we mnie a ja – w Nim. Chrystus przychodzi do mnie, ale ja sam do Niego nie dotrę, niezależnie co zrobię. Bóg pojawia się w moim życiu ze swoim słowem i mocą, ale jak ja to przyjmę?

Drugą ważną postacią dzisiejszej Ewangelii jest przełożony synagogi. Chrystus uczestniczy w jej życiu liturgicznym, pojawiając się na szabatowym spotkaniu modlitewnym i czytaniu Słowa Bożego. Ciekawe jest, że nawet naucza, ale sprawa się komplikuje, gdy zaczyna działać. Po uzdrowieniu chorej kobiety, przełożony rozpoczyna wyrzuty i krytykę boskiego działania w świecie. „To nie tak się działa, Chryste. Ja wiem lepiej, jak ocalić świat i jak powinno się postępować!”.

Czy w synagodze mojego życia Chrystus jest częstym gościem? Czy naucza często? A może wolę, by był tylko biernym uczestnikiem wydarzeń, a już pod żadnym pozorem nie powinien łamać jakichkolwiek moich o Nim wyobrażeń?

Konkret na dziś: przyjmij Boże działanie w swoim życiu tak, jak ono się dokonało. Zwłaszcza jeżeli nie odbyło się to po twojej myśli.

Błogosławieństwo od ks. Krystiana: niech cię błogosławi Bóg Wszechmogący, Ojciec i Syn i Duch Święty +

Podobne wpisy:

  • Genowefa

    Wtedy w szabat, dzisiaj w niedzielę, w dzień poświęcony Bogu. Modlę się ja, kapłan i Chrystus za mnie.
    Przynoszę swoją codzienność, przygniatające mnie grzechy aby Jezus uzdrowił mnie w Sakramentach.
    Pan Jezus w Duchu Świętym odbudowuje zniszczone relacje abym mogła spokojnie odpocząć.
    Wyprostował mnie Jezus,
    Już nic mi nie dolega, nie boli, nie dokucza. Dziękuję Bogu za Jego wspaniałomyślność i troskę.
    Dał mi nowe życie, stworzył na nowo, zaczynam z czystą kartą, dzięki Jego Ofierze.

  • Monia

    Chorobą tej kobiety mogło być mocne zniewolenie , opętanie.Jezus nazywa „tą chorobę” na końcu:”którą szatan 18 lat trzymał na uwięzi”; Nie wiadomo jak to na siebie zaciągnęła i co to był za grzech. Mnie uderzyło to, że Jezus sam ja zauważył i przywołał do siebie.Wydaje mi się, że ją rozpoznał, być może codziennie bywała w tej synagodze licząc na cud, że pewnego dnia i ona zostanie uzdrowiona, uwolniona. Ten „Duch niemocy” kojarzy mi się z sytuacją, kiedy nie potrafimy się modlić.Nie chce nam się, nie możemy znależć słów, tak jakby coś nas zściągało do parteru. Jest nam ciężko.problemy nas przygniatają.zaczynamy się poddawać, rezygnować, odpuszczać sobie i popadać w lenistwo. A od tego już niedaleko do innych grzechów. Ta kobieta pokazała swoją wytrwałość i wiarę. Być może to właśnie Jezus w niej zauważył, że Sam ja przywołał.Ona uczy wytrwania na modlitwie i pokazuje do Kogo mamy przyjść kiedy nasza kondycją duchowa i fizyczna jest w opłakanym stanie.Tylko Bóg może nas uzdrowić i dokonać cudu w naszym życiu, że na końcu przywróci nam życie a my oddamy Mu pokłon i należną Chwałę.
    Dziękuję za ciekawy komentarz.Mnie uderzyło coś innego, ale właśnie dlatego to Słowo jest żywe i skuteczne.
    Z Panem Bogiem.