Nie zatwardzajcie serc (Mk 3,1-6)

W dzień szabatu Jezus wszedł do synagogi. Był tam człowiek, który miał uschłą rękę. A śledzili Go, czy uzdrowi go w szabat, żeby Go oskarżyć. 
On zaś rzekł do człowieka, który miał uschłą rękę: „Stań tu na środku”. A do nich powiedział: „Co wolno w szabat: uczynić coś dobrego, czy coś złego? Życie ocalić czy zabić?” Lecz oni milczeli. Wtedy spojrzawszy wkoło po wszystkich z gniewem, zasmucony z powodu zatwardziałości ich serca, rzekł do człowieka: „Wyciągnij rękę”. Wyciągnął i ręka jego stała się znów zdrowa. 
A faryzeusze wyszli i ze zwolennikami Heroda zaraz odbyli naradę przeciwko Niemu, w jaki sposób Go zgładzić. (Mk 3,1-6)

Kolejny szabat i Jezus przychodzący do synagogi. „Znów” Jezus spotyka człowieka z uschłą ręką (por. Mt 1,21). Tym razem dyskusja toczy się w miejscu kultu i bynajmniej nie idzie sprawa o czynienie, lub powstrzymywanie się od pewnych czynności w szabat. Problem dotyczy alternatywy wobec ludzkich potrzeb czynienie dobra albo szkody – życie ratować czy zabić. Obecność Królestwa Bożego to najlepszy czas dla czynienia dobra i ratowania życia.

Cud dokonany przez Jezusa to nie tylko okazanie miłosierdzia, ale także demonstracja autorytetu. W tym przypadku zauważamy także protest  przeciwko pewnemu porządkowi, który pozwala człowieka zabić. Pytanie wyrażające pewną alternatywę: „Co wolno w szabat: uczynić coś dobrego, czy coś złego? Życie ocalić czy zabić?”, subtelnie wskazuje na niezamierzone, być może świadomie akceptowane konsekwencje skostniałego myślenia prawnego. Gdzie litera wypiera najprostszą i najbardziej naturalną troskę ludzi, oznacza, że coś nie jest „w porządku”. Wobec tego wszystkiego orędzie Chrystusa nie może utracić swojego podstawowego charakteru.

Chrystus mógł poczekać z uzdrowieniem do kolejnego dnia, jednak nie czyni tego. Ten, którego przyjście przyniosło radość na ziemię, bo «czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże.» (Mk 1,15), teraz okazuje się tym, który łamie prawo i można go nazwać dzieckiem śmierci. Powoduje to „zatwardziałość serca” szczególnie u odpowiedzialnych za nauczanie religijne. Taka postawa nie tylko martwi, ale i gniewa Jezusa, bez względu na to, gdzie na taką postawę natrafia.

Stwierdzenie uczynić coś dobrego kieruje spojrzenie na wolę Boga, Który stoi za każdym prawem i nie może być przez nie ograniczany. Przykazania tracą na znaczeniu, jeśli paraliżują człowieka do tego stopnia, że nie może on odnaleźć odpowiedniego kierunku działania. Można zwrócić uwagę tylko na wykonywanie wszystkiego zgodnie z prawem z dążeniu do zbawienia, ale wtedy człowiek może stać się całkowicie ślepym na Boga Żywego, Który zawsze jest całkowicie inny od tego, co człowiek sobie zbudował, tworząc teorię próbujące uchwycić Boga w pewne pojęcia.

Postawa niektórych słuchaczy sprawia, że Jezus nie może okazać się w pełni jako Ten, Który objawia Królestwo Boże. Co więcej, w ogóle nie może trafić do ich serca, gdyż uważają go za syna szatana. Faryzeusze, aby ocalić swój religijno-polityczny system, muszą ukazać Jezusa jako bluźniercę. Z tego powodu dalsze opowiadanie o męce i śmierci będzie koncentrowało się na tym punkcie odniesienia. Aczkolwiek w dalszym ciągu Ewangelii nie przeczytamy o naruszeniu szabatu, wykroczeniach przeciw Prawu a jedynie o przepędzeniu przekupniów ze świątyni. W tym momencie jeszcze faryzeusze milczą, ale w pewnym momencie krzykną: bluźni Bogu, jest winien śmierci!

Także dziś wysuwa się zarzuty wobec głoszącym Dobrą Nowinę, wyszukując ciągle słabych stron, czyhając na najmniejszą wpadkę głoszącego. Zwracanie uwagi tylko na to co negatywne pomija to co jest pozytywne. Dzisiaj próbuje się obserwować wierzących, aby ich krytykować, atakować, oskarżać. Dla nich jest to jednak najlepszy czas i najlepsza okazja, by dawać świadectwo o Jezusie. Podobnie jak Jezus cierpiał smutek i był odrzucony przez zatwardziałość serca słuchaczy, których wzywał do nawrócenia i wiary, tak uczeń nie może upadać na duchu. Mimo przeciwności ma głosić wytrwale i z przekonaniem orędzie, które zostało potwierdzone przez Jezusa z Nazaretu.

Konkret na dziś.

Podziękuję za łaskę wiary i poproszę o światło Ducha Świętego, aby uwalniał mnie od nieuporządkowanych pragnień i pomagał wypełniać wolę Ojca, Który jest w niebie.

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec i Syn i Duch Święty. Amen.

 

 

Podobne wpisy:

  • Genowefa

    „Stań na środku”: Jezus wskazuje gdzie i jak. Ważna sprawa, aby On mógł działać.
    A tu spotyka Go brak zrozumienia i zaangażowania w akcję. Bo dzieje się dużo, a lekcję prowadzi sam Mistrz.

    Ponure milczenie odbierające chęć do pomocy. Milczenie jeszcze przyzwalające ale już pełne sprzeciwu,
    nie słuchające bo obmyślające i knujące, szykujące się do ataku. Milczenie bez wsparcia, nie dodające sił mówiącemu, bardzo utrudnia kontakt między nami. Lekceważące mówiącego przez patrzenie w jeden tylko, w swój punkt widzenia.

    Tępy wzrok jak u zbuntowanego nastolatka. Stwarzające ponurą atmosferę, nie wróżące nic dobrego.
    Atakujące bo ja swoje wiem, mam swoje zdanie, swoje „autorytety”. Nie zastanawiające się nad tym, że Mesjasz już jest. Takie myślenie krępuje, ograniczając działanie, hamuje rozmach.
    Jezus pomimo tego mówi do mnie: ty tylko „wyciągnij rękę”.
    Żeby skorzystać z Jego uzdrawiającej pomocy, żeby śledzić Jego myślenie muszę sama uruchomić swoje,
    aby starać się zrozumieć co mi chce przekazać.
    I w wyniku tego nakłonić się do dobrego aby być przystępnym na działanie łaski Pana Jezusa.