Zawsze możesz wrócić (Łk 18,9-14)

Jezus powiedział do niektórych, co ufali sobie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili, tę przypowieść: «Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz, a drugi celnik. Faryzeusz stanął i tak się w duszy modlił: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Poszczę dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam”. Natomiast celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi i mówił: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika”.

Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony». (Łk 18,9-14)

Ten faryzeusz to… ideał! A nawet jeszcze więcej niż ideał!

Tak mogli myśleć słuchacze Jezusa, którzy doskonale orientowali się przepisach związanych z przestrzeganiem Bożego Prawa. Dlaczego? Ponieważ stojąc przed Bogiem w świątyni (oczywiście chodzi o Świątynię Jerozolimską) mówi, że pości dwa razy w tygodniu. Prawo nakazywało Żydom post jeden dzień w CIĄGU ROKU, a dokładniej w Dzień Przebłagania (Kpł 16,29-31; Lb 29,7). Dopiero z biegiem czasu dodano nowe dni postne, ale nawet w tym świetle praktyka dwukrotnego postu w jednym tygodniu należała do rzadkości. Dalej stwierdza on, że oddaje dziesięcinę ze WSZYSTKIEGO, co nabywa. I znowu okazuje się, że robi więcej niż nakazywało Prawo. Według przepisów zawartych w Kpł 27,30 i Pwt 14,22-23 każdy przedstawiciel narodu wybranego miał obowiązek odprowadzić dziesięcinę na rzecz świątyni ze zboża, moszczu, oliwy oraz pierworodnych z bydła i trzody.

Patrząc jedynie na to, co ten człowiek robi na co dzień i jak wypełnia Prawo dane przez Boga Izraelitom, słuchacze Jezusa na pewno byli pełni podziwu dla niego. Ale my wiemy, że jego postawa została napiętnowana. Stało się tak dlatego, że wszystko, co robił, zamiast zbliżać go do Pana tak naprawdę wybudowało ogromny mur między nim a całym światem. Grecki tekst mówi nam, że po przyjściu do świątyni σταθεὶς πρὸς ἑαυτὸν ταῦτα προσηύχετο (statheis pros eauton tauta proseucheto), co możemy (i powinniśmy) przetłumaczyć w ten sposób: Stanąwszy do siebie tak modlił się. Widzimy zatem, że tak naprawdę jego modlitwa nie miała na celu spotkania się z Bogiem, ale była okazją do autozachwytu. Od samego początku faryzeusz myślał tylko o sobie. Owszem, rozpoczął od wezwania Pana: „O Boże”, ale dalsze jego słowa są samowychwalaniem. Co więcej, to, że tak doskonale (a nawet bardziej niż doskonale) wypełniał nakazy Prawa, spowodowało, że pogardzał innymi ludźmi. Mimo tego, że należał do duchowych przywódców ludu, jego wiara była jedynie powierzchowna i obłudna. Bóg nie był mu do niczego potrzebny, ponieważ uwierzył w swoją doskonałość i to ona stała się dla niego punktem odniesienia w ocenie innych.

Co innego celnik: on doskonale zdawał sobie sprawę z tego, kim był i jak patrzyli na niego jego rodacy. Dla Żydów celnicy byli zdrajcami pobierającymi podatki dla znienawidzonych Rzymian. Uważano ich również za złodziei, gdyż bardzo często ściągając pieniądze od innych zawyżali należną kwotę i tym samym bogacili się. Niechęć faryzeuszów (zapewne także innych Żydów) do celników była tak wielka, że głosili, iż nie mogą oni odpokutować swoich grzechów i uzyskać od Boga przebaczenia, ponieważ tak naprawdę nawet nie wiedzą, ilu ludzi w ciągu życia oszukali. Ich pieniądze uważano za nieczyste, dlatego kapłani nie przyjmowali od nich ofiar na rzecz świątyni.

Widzimy, jak wiele dzieliło bohaterów dzisiejszej przypowieści. Gdyby nie słowa Jezusa o tym, który odszedł do domu usprawiedliwiony, Jego słuchaczom nie przyszłoby na myśl, że to celnik może być wzorem do naśladowania. Oczywiście, nie w oszukiwaniu, ale w uniżeniu przed Bogiem. Tą przypowieścią Mistrz po raz kolejny musiał zasiać w sercach swoich uczniów i innych niepokój, a może nawet i zgorszenie. Żaden szanujący się rabin nie odważyłby się publicznie pochwalić celnika kosztem faryzeusza. Ale Jezus to zrobił, ponieważ chciał uświadomić słuchającym Go najważniejszą regułę obowiązującą w Jego królestwie, czyli przykazanie miłości Boga i bliźniego.

Co z tego, że faryzeusz robił więcej „niż ustawa przewiduje”, skoro pogardzał innymi ludźmi? „Psu na budę” zda się taka wiara, która nie jest nieustannym stawaniem przed Nim. Dla Boga liczy się to, czy moja osobista relacja z Nim sprawia, że zaczynam wszystkich spotkanych ludzi traktować jednakowo i nie pogardzać nimi.

Myślę, że nam, Polakom, ta przypowieść jest niezwykle potrzebna, ponieważ patrząc w skali świata nasz naród wypada (jeszcze) bardzo dobrze, jeżeli chodzi o praktyki religijne. Możemy poczuć się lepsi od Francuzów, Niemców czy Hiszpanów, którzy (w większości) zapomnieli o swoich chrześcijańskich korzeniach, zamykają kościoły, przy tworzeniu prawa nie uwzględniają Bożych praw. Rzecz jasna są to złe postawy, ale opierając się na sposobie myślenia, jaki zaprezentował nam dzisiaj Jezus może okazać się, że my jesteśmy jeszcze dalej od Boga niż oni. Jako księdza cieszy mnie widok tak wielu ludzi w kościołach, na nabożeństwach, pielgrzymkach, rekolekcjach etc. Cieszą mnie kolejki do spowiedzi i to, że wielu poszukuje indywidualnego prowadzenia przez kierowników duchowych. Ale dzisiejsza Ewangelia powinna być dla nas sygnałem ostrzegawczym, żebyśmy w tym wszystkim nie zapomnieli o tym, co jest najważniejsze, czyli wzajemnej miłości.

Winy celnika są niepodważalne, ale jego szczere ukorzenie się przed Bogiem znaczyło więcej niż pobożne praktyki faryzeusza. Ten pierwszy wiedział, że wyrządził innym wiele zła i zasługuje na karę, ale mimo to zaufał, że Boże miłosierdzie jest większe niż jego grzechy. Natomiast ten drugi zaufał sobie i swojej doskonałości. Bóg był dla niego jedynie przykrywką, pod którą ukrywał pogardę dla innych. Uznał, że grzechu po prostu nie ma w jego życiu.

Ewangelia powinna sprowokować nas do zadania sobie kluczowych pytań, a odpowiedź na nie pokaże nam, w jakiej kondycji jest nasza dusza. Dowiemy się, na jakim fundamencie budujmy naszą wiarę. Zatem zadajmy je sobie.

Czy w czasie naszych modlitw skupiamy się na Bogu czy na sobie? Czy wiem, że rozmawiam z Nim, czy też prowadzę monolog, w którym Bóg nie ma okazji, żeby przemówić do mnie, bo ciągle zarzucam Go setkami słów? Czy traktujemy nasze modlitwy jak spotkanie z Nim i szukamy miłosierdzia jako grzesznicy czy może tylko „trajkoczemy” o sobie a On tak naprawdę nie jest ważny. Dlaczego pójdziemy dzisiaj na Mszę? Co nami kieruje? Jakie są motywy naszego serca? Czy idziemy, bo wiemy że na Eucharystii On jest najbliżej nas, czy może tylko dlatego, żeby poczuć się lepszymi od tych, którzy nie przychodzą? Jak reagujemy, gdy widzimy w kościele kogoś kto przychodzi tylko od tzw. wielkiego dzwonu?

Te pytania są niezwykle istotne i nie uciekajmy przed nimi.

Wiara nie polega na wypełnianiu zewnętrznych praktyk. One mają sens tylko wtedy, gdy prowadzą mnie do spotkania z Nim, a przez to do zobaczenia w każdym spotkanym człowieku brata i siostry, którzy są kochani przez Boga tak samo jak ja. Zarówno faryzeusz jak i celnik potrzebowali nawrócenia. Z tym, że tylko jeden to zrozumiał. Dzień, w którym powiem sobie, że już nie muszę się nawracać i pracować nad sobą, będzie początkiem mojego potępienia. I piszę te słowa z pełną premedytacją i świadomością ich mocy.

Tak jak pisałem wczoraj, Bóg wierzy w nas, nawet jeśli my nie widzimy w sobie dobra. Jezus mówi do nas codziennie przez swoje słowo, żeby ciągle nam przypominać, na czym polega prawdziwa wiara. Dajmy się Mu formować, a na pewno nie stanie nam się krzywda. Jego miłość i miłosierdzie jest większe od naszych grzechów. Nawet ktoś, kto przez całe lata Boga miał za nic i krzywdził innych, może przyjść do Niego. Jeśli w jego sercu jest skrucha, na pewno nie zostanie odrzucony, bo jak mówi nam Bóg przez proroka Ezechiela:

Nie chcę śmierci grzesznika, lecz pragnę, aby się nawrócił i miał życie. (Ez 33,11).

Nie jesteś doskonały, ale to nie przeszkadza Bogu, żeby szaleć z miłości na Twoim punkcie. Jesteś Jego kochanym dzieckiem, które nieraz błądzi, ale zawsze może wrócić, bo Tata czeka.

Konkret na dzisiaj: przyjdź do Boga jak celnik.

Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec, Syn i Duch Święty +

 

Photo, Flickr, Common Creative https://www.flickr.com/photos/celinesphotographer/

Podobne wpisy:

  • Genowefa

    Panie Boże zapłać za nauki święte.

  • Kasia

    Bóg zapłać za te słowa, bardzo one do mnie teraz przemawiają, kiedy czasem dostrzegam w swoim sposobie myślenia faryzeusza z Ewangelii. Przypominają mi o ciągłym nawracaniu się. Dziękuję.