Zjednoczenie (Mk 9,2-10)

Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich samych osobno na górę wysoką. Tam przemienił się wobec nich. Jego odzienie stało się lśniąco białe tak, jak żaden wytwórca sukna na ziemi wybielić nie zdoła. I ukazał się im Eliasz z Mojżeszem, którzy rozmawiali z Jezusem.
Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: „Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy; postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza”. Nie wiedział bowiem, co należy mówić, tak byli przestraszeni.
I zjawił się obłok, osłaniający ich, a z obłoku odezwał się głos: „To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie”. I zaraz potem, gdy się rozejrzeli, nikogo już nie widzieli przy sobie, tylko samego Jezusa.
A gdy schodzili z góry, przykazał im, aby nikomu nie rozpowiadali o tym, co widzieli, zanim Syn Człowieczy nie powstanie z martwych. Zachowali to polecenie, rozprawiając tylko między sobą, co znaczy powstać z martwych. 
(Mk 9,2-10)

Chyba każdy kto był w Ziemi Świętej słyszał o Antonio Barluzzim (1884 – 1960). Był to włoski inżynier, któremu powierzono zaprojektowanie kilku kościołów na ternie Izraela. Jednym z nich była bazylika Przemienienia Pańskiego na Górze Tabor.

Gdy wchodzi się do tej świątyni od razu rzucają się w oczy przepiękne mozaiki, które również wyszły spod jego ręki. Mnie najbardziej poruszają te, które pokazują cztery różne przemiany, jakie dokonały się w życiu Jezusa. Żeby się zbytnio nie rozpisywać, skupię się jedynie na dwóch, które możesz zobaczyć poniżej.

 

https://biblewalks.com/Photos24/Tabor9.JPG

Na pierwszej z lewej widzimy Jego narodzenie. Bóg, który staje się człowiekiem, to coś niepojętego i wymykającego się naszemu rozumowi. Zdążyliśmy się już do tej prawdy przyzwyczaić i chyba już nas „nie rusza”, ale wystarczy chwila głębszej refleksji, żeby otworzyć usta ze zdumienia nad tym, co dokonało się najpierw w Nazarecie, a potem Betlejem.

Na drugiej widzimy anioła, trzymającego w swoich rękach Najświętszy Sakrament. To druga wielka przemiana Boga, której nie da się racjonalnie wyjaśnić. Jak to jest możliwe, że Ten, który jest Panem całego wszechświata, daje się „zamknąć” w czymś tak małym i kruchym, co jeszcze mniejszy i bardziej kruchy kapłan bierze w swoje ręce? I znowu – Bóg, który przychodzi do nas pod postacią chleba, jest nam tak dobrze znany, że może nam spowszednieć i nie będzie na nas robił najmniejszego wrażenia.

Piszę o tych przemianach, ponieważ Kościół daje nam dzisiaj słowo o przemienieniu Jezusa.

Chrystus bierze ze sobą trzech uczniów i prowadzi ich na górę. Co mnie zawsze dotyka w tej scenie, to fakt, że Jezus idzie z nimi ramię w ramię, razem z nimi się męczy, razem z nimi osiąga szczyt. Być może dla kogoś to nic takiego, ale dla mnie takie szczególiki w słowie Bożym są niesamowicie ważne. Cieszę się, że On razem z nimi pokonuje trudną drogę pod górę, bo to uświadamia mi, że gdy i ja mam przed sobą jakieś trudne wyzwanie, mogę mieć pewność, że On stoi obok mnie. Nie jest biernym obserwatorem moich zmagań, ale właśnie dzięki temu, że stał się człowiekiem, doskonale wie, że nieraz w życiu bywa ciężko.

Być może i Ty stoisz teraz przed problemem, który jest wielki jak góra przemienienia. Na samą myśl o wysiłku, który Cię czeka odechciewa się wszystkiego. Jeśli tak jest, to pamiętaj, że nie musisz się na nią wspinać w pojedynkę, bo Jezus chce i będzie Ci towarzyszył, tak jak swoim uczniom.

Ale to nie wszystko! On chce być nie tylko obok Ciebie, ale i w Tobie! W jaki sposób? Oczywiście przez Eucharystię.

To On przemienia chleb i wino w swoje Ciało i Krew, żeby być maksymalnie blisko nas. Ale na tym przemiany nie powinny się kończyć. Najświętszy Sakrament, który przyjmuję, powinien przemieniać także mnie. Jeśli po Komunii moje myślenie, wartościowanie, nie zmieniają się nawet odrobinę, jeśli wychodzę z Mszy Świętej dokładnie taki sam, jak przed nią, to coś jest nie tak.

Jego Ciało jest dla nas niezbędnym pokarmem i powinniśmy walczyć o to, by przyjmować Je jak najczęściej, ale nie może się to odbywać mechanicznie i bezmyślnie. Dlatego tak ważne jest, abyśmy dali sobie czas na dziękczynienie po przyjęciu sakramentalnego Jezusa do naszego serca. Jest to chwila, w której możemy zjednoczyć całe nasze życie z Nim. Właśnie to zjednoczenie przemienia nas. Wychodząc z kościoła na zewnątrz będziemy tacy sami, ale wewnętrznie będziemy czuć, że wydarzyło się coś, co nas absolutnie przerasta. Wrócimy do naszych domów ze świadomością, że On jest w nas i właśnie to doświadczenie będzie dodawało sił, gdy przyjdą różne trudności.

Konkret na dzisiaj: w czasie Mszy Świętej oddam Bogu tę przestrzeń mojego życia, która dzisiaj potrzebuje przemiany.

Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec i Syn i Duch Święty +

 

Podobne wpisy: