Znać Boga to dzielić z Nim wszystko (J 17,1-11a)

„W czasie Ostatniej Wieczerzy Jezus podniósłszy oczy ku niebu, rzekł: «Ojcze, nadeszła godzina. Otocz swego Syna chwałą, aby Syn Ciebie nią otoczył i aby mocą władzy udzielonej Mu przez Ciebie nad każdym człowiekiem dał życie wieczne wszystkim tym, których Mu dałeś. A to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa. Ja Ciebie otoczyłem chwałą na ziemi przez to, że wypełniłem dzieło, które Mi dałeś do wykonania. A teraz Ty, Ojcze, otocz Mnie u siebie tą chwałą, którą miałem u Ciebie pierwej, zanim świat powstał. Objawiłem imię Twoje ludziom, których Mi dałeś ze świata. Twoimi byli i Ty Mi ich dałeś, a oni zachowali słowo Twoje. Teraz poznali, że wszystko, cokolwiek Mi dałeś, pochodzi od Ciebie. Słowa bowiem, które Mi powierzyłeś, im przekazałem, a oni je przyjęli i prawdziwie poznali, że od Ciebie wyszedłem, oraz uwierzyli, żeś Ty Mnie posłał. Ja za nimi proszę, nie proszę za światem, ale za tymi, których Mi dałeś, ponieważ są Twoimi. Wszystko bowiem moje jest Twoje, a Twoje jest moje, i w nich zostałem otoczony chwałą. Już nie jestem na świecie, ale oni są jeszcze na świecie, a Ja idę do Ciebie”(J 17,1-11a)

Właściwie w dzisiejszym komentarzu skupię się na tylko jednym zdaniu. A tak dokładniej na jednym słowie, które pada w tym fragmencie. Werset, który będzie dla mnie punktem wyjścia dla rozważań to: „to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa”.

Co to znaczy „znać” Boga i Chrystusa?

Starożytni myśleli w sposób zupełnie inny niż my. Ich myślenie biegło bardziej konkretnymi torami, niż nam się wydaje. Dla nich abstrakcyjne pojęcia były dużo bardziej konkretne niż jest to obecnie. W starożytnym Izraelu, także w czasach Jezusa, wiedza lub znajomość czegoś było czymś więcej niż tylko posiadaniem w umyśle ogólnych informacji. To było nawet coś więcej niż tylko ugruntowana wiedza na dany temat. Przykład tego stanowi werset z Księgi Rodzaju „Mężczyzna poznał swoją żonę, Ewę, a ta porodziła mu syna, Kaina” (Rdz 4,1).

Znać Boga to wiedzieć o Nim wszystko. Ale tak dosłownie wszystko: od początku, do końca, jak mąż wie wszystko o swojej żonie i jak żona wie wszystko o swoim mężu. Znać Boga to mieć z Nim bliską relację, tak bliską, że małżeństwo, które zakłada bliską relację zarówno fizyczną, emocjonalną jak i każdą inną, jest tak dalekie jakby było przedzielone przepaścią.

Znać Boga to dzielić z Nim wszystko: każdą chwilę życia, każdy jego element, każdy jego wymiar. Ale czy to jest mi „na rękę”? Czy nie lepiej mi jest powiedzieć, że jestem chrześcijaninem, i zostawić sobie jakąś część życia do własnej dyspozycji? Czy nie wolę „odbębnić” obowiązku i mieć spokój od Boga? Czy nie jest mi lepiej, żeby Bóg zbytnio nie wkraczał w moje życie?

Konkret na dziś: znajdź, co w Twoim życiu oddajesz Bogu z trudnością i powierz Mu to.

Błogosławieństwo od ks. Krystiana: Niech cię błogosławi Bóg Wszechmogący, Ojciec i Syn i Duch Święty +

Podobne wpisy: